 Bracia i księża - Edward (z prawej) i Zygmunt Brzostowscy - mieszkali w Otwocku. Ks.Zygmunt jest proboszczem parafii w Saint-Florentin (Francja)
|
|
Niecodzienne spotkania
GOŚĆ Z JAPONII
Część mieszkańców naszego miasta wojażuje po kraju, inni odwiedzają egzotyczne zakątki globu. Polaków można spotkać obecnie chyba na wszystkich kontynentach. Okazuje się jednak, że i u nas podczas lata pojawiają się wyjątkowe postaci. Czasem udaje się je poznać zupełnie przypadkowo.
- Czy wie pan, że Mszę w naszym kościele odprawiał Japończyk? - zagadnął mnie kilkuletni syn sąsiada. - Ej, coś chyba pokręciłeś. A ma skośne oczy? - Nie wiem, Krzysiek mi mówił.
Można było zlekceważyć tę niepełną informację, ale można było ją sprawdzić. Było warto, bo chociaż nie był to Japończyk miałem okazję spotkać człowieka wyjątkowego.
Ks. dr. Edwarda Brzostowskiego zastałem w zakrystii kościoła na Ługach. Ubrany w cywilne spodnie, sweter i "adidasy" był tam z bratem Zygmuntem, również księdzem, mieszkającym we Francji. Chętnie zgodził się na krótką rozmowę.
Losy rodziny Brzostowskich okazały się podobne do losów jakże wielu innych polskich rodzin. Ojciec ks. Edwarda pochodził z wielodzietnej rodziny - miał czworo rodzeństwa. Pozostało ono na Suwalszczyźnie, on natomiast wyjechał do Francji. Francuzi, którzy ponieśli ogromne straty w morderczych pozycyjnych walkach podczas I wojny światowej potrzebowali mężczyzn do pracy na roli i w górnictwie, oni opłacali podróż. Jan Brzostowski skorzystał z tej oferty. We Francji zawarł związek małżeński z Weroniką Dermont. Mieli czworo dzieci, z których Zygmunt i Edward zostali duchownymi. Ojca, urodzonego w roku 1932 Edwarda, podczas okupacji hitlerowskiej wywieziono na roboty do Niemiec.
- Nigdy nie mieszkałem tutaj, ale odwiedzam kraj moich przodków bardzo często. Po raz pierwszy przyjechałem do Polski w 1959 r. Staram się być kolejno u licznej rodziny mieszkającej w różnych częściach kraju - w Gdańsku, Białymstoku, Zgorzelcu, Poznaniu.... Odwiedziny umożliwiają mi często pielgrzymki z moimi japońskimi parafianami. Oni wracają, ja pozostaję jeszcze na kilka dni. Teraz, już po raz piąty, przywiozłem do Polski 27. Japończyków. Oprócz odwiedzin miejsc kultu religijnego, pogłębiających wiarę mają możliwość poznania polskiej kultury i jej zabytków. Przebywali tutaj pełnych 8 dni.
- Tak naprawdę zamierzałem przyjechać na 10 lat do Polski. Jednak moi przełożeni oświadczyli krótko: - Masz tylko jedno życie - musisz wybierać. - Jak pan wie, wybrałem Japonię. Spakowałem niezliczoną liczbę książek i po miesięcznym rejsie wylądowałem na wyspach. Postoje w różnych portach Azji wykorzystywałem na obserwacje specyfiki i egzotyki poszczególnych miast.
- Na Wyspach Japońskich żyje 120 mln. mieszkańców. W Japonii kwestie wyznawania jakiejś wiary nie mają żadnego znaczenia w życiu publicznym obywateli. Najliczniejsze grupy stanowią wyznawcy sintoizmu i buddyzmu. Chrześcijan jest tu około 800 tys., łącznie z protestantami. Funkcjonuje 16 diecezji katolickich skupiających 450 tys. ochrzczonych wiernych. Moja parafia, w której jestem od 28. lat (nazywa się Asada), liczy 200 tys. osób, w tym 160 ochrzczonych. Na Msze św. przychodzi około 50. wiernych.
W Japonii ponad 250 lat nie wolno było oficjalnie być chrześcijaninem. Nowa ewangelizacja rozpoczęła się w roku 1860. Dzisiaj obecni są tutaj misjonarze z przeszło dwudziestu krajów.
- Jak sobie radzę? Różnice kulturowe nie są barierą nie do pokonania. Każdy człowiek, w każdym miejscu świata chce być kochanym i kochać. Tylko wówczas może być szczęśliwy. Jeżeli ludzie czują, że misjonarz ich kocha - akceptują go i odwzajemniają uczucie. Należy żyć z nimi w solidarności, nie tylko w sprawach wiary. To ułatwia otwieranie się serc na Jezusa.
Ks. Edward jest w Japonii osobą publiczną. W tamtejszych mediach pojawia się regularnie. Jego zdanie cenione jest tu bardzo wysoko. Organizuje wiele nieoficjalnych akcji dyplomatycznych na rzecz Polski, niesie pomoc potrzebującym jej Polakom. Honoraria autorskie w całości przeznacza na cele charytatywne. Uważa się za Polaka piszącego po japońsku, a nie pisarza japońskiego. - Jestem Polakiem i podpisuję swoje książki Edward Brzostowski - stwierdza krótko. Ponieważ jest także kapelanem japońskich robotników troszczy się o ich interesy, gdy trzeba występuje w roli mediatora, a jeżeli to konieczne - organizuje protesty. W wielu przypadkach - skuteczne.
Niezbyt często zdarza się by Polak urodzony poza krajem, w którym nigdy nie mieszkał czuje z nim aż tak silne związki. Gdy w Polsce internowano działaczy "Solidarności" organizował akcje protestacyjne. Swego czasu bliska stała się ks. Edwardowi "Fundacja Dzieci Specjalnej Troski" z Otwocka. Poza publicystyką prasową dotyczącą braku możliwości rehabilitacyjnych polskich dzieci "Fundacja" otrzymała dzięki Niemu łącznie około 50 tys. dolarów. Możliwe to było dzięki wielu ludziom dobrej woli, którzy odpowiedzieli na apel o pomoc dla pokrzywdzonych przez los dzieci.
Ks. Edward jest przykładem człowieka żyjącego by "dawać". Emanuje spokojem, łatwo zauważalną pogodą ducha, bezpretensjonalnością i wyjątkowo życzliwym uśmiechem. Spotkanie z Nim było dla mnie dużym przeżyciem.
Ks. Edward Brzostowski uzyskał święcenia kapłańskie w roku 1955. Jest członkiem Świeckiego Instytutu Kapłańskiego "Prado". Był wikariuszem w Chablis i Auxerre. W 1962 uzyskał doktorat na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. W latach 1963 -1965 studiował w Szkole Języka Japońskiego w Tokio i na Uniwersytecie Keio w Tokio. Lata 1970 - 1971 to okres studiów w Instytucie Nauk Politycznych w Paryżu. Duszpastersko pracował w wielu miastach Japonii: Yokohamie, Yokosuka, Hamamatsu. Od roku 1971 jest proboszczem parafii w Kawasaki. Autor m.in. trzech książek w języku japońskim. Jedną z nich przetłumaczono na sześć języków. Utrzymuje stałe kontakty z Polską. W roku 1994 ówczesny prezydent Lech Wałęsa odznaczył Go Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Tekst i fot. JAN JARUGA
Artykuł z dnia 01.08.2000