|
|
|
 |
Dobre jak na fusion...
|
 |
|
Z Krzysztofem Ścierańskim, który w sobotę 25 września zagrał w Józefowskim MOK-u wraz z gitarzystą Markiem Radulim i perkusistą Robertem Lutym, mam drobny problem. To jednak wyłącznie moja, nie artysty wina, a konkretnie moich gustów muzycznych. Ścierański to jeden z najsympatyczniejszych ludzi, jakich dane mi było poznać, ale... Za dużo chyba nasłuchałem się w życiu jazzu awangardowego, drapieżnego, kompletnie nieprzewidywalnego, jaki serwuje choćby John Zorn, by szczerze zachwycić się stylem gry polskiego mistrza gitary basowej. Jego zazwyczaj dość delikatną, melodyjną muzykę, zaliczaną do gatunku fusion, na swój własny użytek nazywam “taki Pat Metheny” i nie jest to w moim przypadku określenie pełne zachwytu (fani Pata – WYBACZCI
E! Zaznaczam, że to tylko kwesta gustu).
Ten wstęp jest o tyle ważny, że mimo swych uprzedzeń zaliczam koncert tria Ścierański-Raduli-Luty do bardzo udanych. Muzyka podawana na żywo, nawet taka, której fanami nie jesteśmy, nijak ma się do odtwarzanej z kaset, czy płyt i ich występ był tego najlepszym przykładem. Raduli – współodpowiedzialny za dziewięć płyt Budki Suflera – pozostający przez większą część koncertu zdecydowanie w tle, pod koniec rozkręcił się i zafundował słuchaczom kilka interesujących, improwizowanych solówek. Dla mnie osobiście numerem jeden był tego wieczora Robert Luty. Uświadomiłem sobie nawet, że bardzo chętnie wysłuchałbym jego koncertu solowego, a podobne wrażenie zrobił na mnie jak dotąd tylko Tomasz Gwinciński, grający z grupą Łoskot.
Przemek Skoczek
str.
1
|
|
|
|
|