KONTAKTSTATYSTYKIcennik: REKLAM, OGŁOSZEŃ DROBNYCH
 
AKTUALNOŚCI
CELESTYNÓW gm.
JÓZEFÓW
KARCZEW, gm.
KOŁBIEL gm.
ŁUGI
OTWOCK pow.
OSIECK
SOBIENIE-JEZ.
WAWER
WIĄZOWNA
STAŁE DZIAŁY
FELIETONY
GOŚĆ LINII
KULTURA
LINIA GOSP.
LINIA MŁODYCH
KORESPONDENCJA
MOTORYZACJA
PRZYRODA
REPORTAŻ
ROZMAITOŚCI
SPORT
TRADYCJA
WOKÓŁ NAS


GRA POWIATOWA

KSIĘGA GOŚCI
LINKI

STARE ARCHIWUM


Kultura pogrzebu



Strona główna / AKTUALNOSCI # Otwock   2008-06-20
 
Smutny jubileusz Zofiówki
 
„Obóz izolacyjny” zniekształconych dusz człowieczych – pisał o tym miejscu Cezary Jellenta, a jednocześnie zachwycał się jego urodą. Dziś jedno z najstarszych otwockich sanatoriów, utworzona 100 lat temu Zofiówka, to tylko ponura ruina.
 
 
PRZEMYSŁAW BOGUSZ
Na internetowych forach warszawskich miłośników ASG (Air Soft Gun to repliki broni, strzelające plastikowymi kulkami) oraz paintballa, teren przy ul. Kochanowskiego 10 w Otwocku określany jest zwykle krótko: psychiatryk. To cenione przez nich miejsce rozgrywania potyczek. Sceneria rzeczywiście jest idealna do zabawy w wojnę – budynki wyglądają, jakby właśnie niedawno zakończyły się tu prawdziwe działania wojenne. Ale nawet zakręceni „komandosi” ze swoimi zabawkami odwoływali zimą „manewry” w obawie o swoje bezpieczeństwo.
„Klatki schodowe i łączniki między budynkami są odsłonięte (nie mają ścian) . Są zaśnieżone i jest ryzyko ze ktoś może się poślizgnąć i coś sobie zrobić. Lot z 2-3 piętra nie jest chyba przyjemny” – wymieniali się spostrzeżeniami odwołując zaplanowane spotkanie.
Dziś trudno uwierzyć, ale obiekt o którym mowa, to pierwsze w Otwocku sanatorium wybudowane ze środków społecznych – Zofiówka, której pierwszy pawilon wybudowano w 1908 r. Cezary Jellenta, przedwojenny publicysta i redaktor czasopism artystycznych, który leczył się i w 1935 r. zmarł w Otwocku, odwiedził Zofiówkę i nie ukrywał swojego zachwytu tym miejscem. Szczególnie ujęło go „bogactwo parku leśnego, najpiękniejszego w całym Otwocku, piękne dęby i świerki, jałowce wielkie jak sosny”. Pisał o sanatorium, że to „piękne osiedle opieki z białemi, schludnemi w każdym swym zakącie pawilonami – jest największą i przy całej kołowatości myśli swoich pensjonariuszy najoryginalniejszą atrakcją Otwocka”.

Nowatorskie metody
W 1906 r. warszawski psychiatra Adam Wizel, wybitny neurolog i działacz społeczny Samuel Goldflam oraz Ludwik Bregman, również ceniony neurolog, autor podręcznika „Diagnostyka chorób nerwowych”, wraz z inżynierem Adolfem Weisblatem, budowniczym lubelskich wodociągów, założyli Towarzystwo Opieki nad Ubogimi, Nerwowo i Umysłowo Chorymi Żydami. Rok później, dzięki darowiźnie Zofii Endelmanowej, kupili w Otwocku prawie 17 ha ziemi, blisko dwa km na południowy wschód od stacji kolejowej. W 1908 r. zbudowano pierwszy, piętrowy pawilon sanatorium dla nerwowo i umysłowo chorych Żydów. W 1910 r. powstał kolejny – dla kobiet, a w 1926 r. dobudowano jeszcze jeden. W 1935 r. był to już duży zakład, na 275 łóżek. Do Zofiówki, zawdzięczającej swą nazwę imieniu fundatorki, trafiali niezamożni w większości Żydzi, których leczono bezpłatnie. Utrzymanie pewnej, niewielkiej liczby chorych, finansowały ich rodziny, lub gminy prowincji, z których pochodzili pacjenci.
Leczenie schorzeń nerwowych i psychicznych w podobnych zakładach było wówczas nowością. W 1900 r. w Niemczech powstała pierwsza tego typu placówka w Europie – mieściła się w Zehlendorf pod Berlinem. W otwockim sanatorium stawiano na przywrócenie pacjentów społeczeństwu, a ważnym elementem terapii była praca. Cezary Jellenta po odwiedzeniu zakładu zanotował m.in.:
„Wszyscy – lub prawie wszyscy – a jest ich, płci obojga, przeszło 200, coś robią, wszyscy „spokojni” dają się ująć w karby koordynacji (...), wprząc w jakąś więź solidarności, w jakiś rytm socjalny. Kobiety szyją, coś tam ścibią z kawałków przykrojonych przez instruktorkę i oto wkrótce jest gotowa porządna bluzka”


Skandaliści i męczennicy
Przewodnikiem Cezarego Jellenty był doktor Jakub Frostig, kolejny (po Goldflamie, Kremerze i Beckerze) kierownik sanatorium. Był to psychiatra o międzynarodowej sławie, wynalazca metody leczenia schizofrenii insuliną, jeden z późniejszych odkrywców terapii elektrowstrząsowej. W 1938 r. wyjechał do USA, gdzie pozostał, poświęcając się pracy naukowej. Wkrótce po jego wyjeździe zarząd zakładu znalazł się na celowniku prawicowego pisma „Falanga”, które oskarżało kierujących sanatorium o sympatie komunistyczne. Zastępcy Frostiga, Izaakowi Frydmanowi, zarzucano ponadto molestowanie pacjentek i zmuszanie kandydatek do pracy w zakładzie do, jak to się wówczas dyplomatycznie określało, „uległości”. Prokuratura umorzyła jednak śledztwo z braku dowodów. Okazało się, że oskarżenia wyszły od zwolnionych przez kierownictwo pracowników.
Był już jednak rok 1939. Zofiówka miała stać się niebawem areną wydarzeń nieporównanie bardziej dramatycznych, niż obyczajowy skandal z udziałem kierownictwa zakładu.
W 1940 r. w okupowanym przez Niemców Otwocku, zgodnie z zarządzeniem Kreishauptmanna Powiatu Warszawskiego, dr. Rupprechta, utworzono getto. W obrębie jednej z trzech jego części, tzw. kuracyjnej, znalazła się Zofiówka. Podczas likwidacji całej dzielnicy żydowskiej, w sierpniu 1942 r., pacjentów i część personelu Zofiówki wymordowano, nieliczni pracownicy, wraz z mieszkańcami pozostałych części getta, zostali wywiezieni do obozu zagłady w Treblince, a kilkoro lekarzy odebrało sobie życie, zażywając truciznę. Calek Perechodnik, żydowski policjant z getta, który w nadziei na ocalenie swojej rodziny pomagał Niemcom podczas krwawej akcji w otwockim getcie, wspominał w swym pamiętniku o przecieku informacji na temat przygotowań do kaźni. Informacja wyszła od polskiego policjanta: „przodownik Pietraś zawiadomił zarząd szpitala „Zofiówka”, wskutek czego kilka osób się uratowało, kilka zaś nie mając możności ratunku ani też energii żeby mimo wszystko próbować się ratować, tej samej nocy popełniło samobójstwo, przez użycie cyjankali.” Jednym z lekarzy, którzy popełnili samobójstwo, był ówczesny kierownik sanatorium, Włodzimierz Kaufman.

Śmierć na raty
Po wojnie, aż do połowy lat 80. leczono w Zofiówce gruźlicę. Sanatorium nosiło wówczas imię Stefana Okrzei (od 1956 r.), przyjmowało z początku młodzież, a od 1968 r. – dorosłych. W 1985 r. szpital powrócił do pierwotnej nazwy i znów zaczęto leczyć tu schorzenia neuropsychiatryczne, ale pacjentami były głównie dzieci. Funkcjonował oddział dla dzieci z zaburzeniami neuropsychiatrycznymi, dla młodzieży uzależnionej od środków odurzających i dla dorosłych chorych psychicznie. Taką strukturę zakładu opisywał jeszcze w 1994 r. „Otwock ’94 Gazeta Samorządowa”. Wkrótce jednak działalność szpitala zaczęto stopniowo ograniczać. Jako ostatni zlikwidowano oddział dla uzależnionej młodzieży, podlegający szpitalowi w Zagórzu, potem zarząd terenu przejął otwocki Urząd Rejonowy, a po nim starostwo. Był to już rok 1998. Opuszczonych obiektów Zofiówki pilnowała przez jakiś czas wynajęta przez starostę ochrona, szybko jednak okazało się, że nie ma na nią pieniędzy. Gdy zabrakło ochroniarzy, jedno z najstarszych otwockich sanatoriów zostało wydane na pastwę... mieszkańców Otwocka. Tak, tak – nikt inny nie doprowadził Zofiówki do stanu, w jakim jest obecnie, tylko rodzimi szabrownicy. Przydało im się wszystko – od skuwanej ze ścian glazury, po cegły ze stuletnich murów. Sto lat od uruchomienia sanatorium, które tak podziwiał Cezary Jellenta, jego słowa brzmią jak ponury żart: „jakiekolwiek są braki tego schroniska, nie wolno, pod karą popełnienia wielkiej społecznej zbrodni lub zbrodniczej nierozwagi czynić na nie zamachu”.
Nic nie wskazuje na to, aby unikatowe sanatorium szybko znalazło opiekuna. Jak dowiedziałem się w otwockim starostwie, stan prawny nieruchomości wciąż pozostaje nieuregulowany. Mówiąc inaczej – Zofiówka nie ma i nieprędko będzie miała gospodarza. Właścicielami są dziś Skarb Państwa, reprezentowany przez starostę oraz samorząd województwa mazowieckiego. O uznanie swojego prawa do udziału w nieruchomości stara się przed sądem gmina żydowska.
– Z początku roszczenia te dotyczyły całej działki, obecnie tylko niewielkiego udziału. Sprawa jest w sądzie – informuje Krystyna Łysiak z Referatu Gospodarki Nieruchomościami Starostwa Powiatowego w Otwocku.
Jeśli sąd uzna argumenty strony żydowskiej, nieruchomość będzie miała trzech właścicieli. Jej ewentualny podział na odrębne działki, a następnie ich sprzedaż i zagospodarowanie mogą potrwać jeszcze wiele lat. Po ostatnich budynkach Zofiówki nie będzie już zapewne ani śladu. W taki właśnie, niechlubny sposób, umierając na naszych oczach, odchodzi w niepamięć jeden z najważniejszych obiektów przedwojennego Otwocka.
Przemysław Bogusz

str. 1

Google
Internet
Linia Otwocka


webdesign MR 2004