Jak zagospodarować „pasternik”?

Share

We wtorek, 14 stycznia, odbyła się debata społeczno – gospodarcza z udziałem władz samorządowych, mieszkańców i ekspertów. Spotkanie miało na celu przeanalizowanie, pod jakie inwestycje przeznaczyć około 37 ha terenu leżącego wzdłuż drogi wojewódzkiej 801. Obejmuje on m.in. dwa jeziora o łącznej powierzchni ponad 3ha i rzekę Jagodziankę

kar1Do końca roku zakończy się podwyższanie tego terenu. Na początku debaty burmistrz stwierdził: - Ten teren inwestycyjny jest dużym majątkiem gminy. W najbliższym czasie radni będą podejmowali decyzję, na co go przeznaczyć. Liczę, że nasze przemyślenia, które przedstawi naczelnik Teresa Wyszyńska, propozycje ekspertów i głosy mieszkańców, pozwolą nam wybrać najlepsze rozwiązania, najkorzystniejsze dla Gminy i jej mieszkańców.

Przemyślenia samorządu
Naczelnik Teresa Wyszyńska przedstawiła kilka rozwiązań i pokazała ich dobre i słabe strony.   Rozpoczęła od możliwości wybudowania dużego centrum handlowego. Z doświadczeń innych gmin wiemy, że inwestor wymaga informacji o liczebności mieszkańców w odległości kilkunastu kilometrów od placówki, jaki jest system dróg dojazdowych i jaka jest siła nabywcza gospodarstw, czyli zamożność mieszkańców. Ze wstępnych analiz wynika, że nie wszystkie dane zachęcą inwestora do podjęcia budowy centrum handlowego na naszym terenie.

Innym rozwiązaniem jest budowa zespołów przeładunkowych. Dobrze funkcjonuje tego typu inwestycja  w Pruszkowie przy linii kolejowej Warszawa - Poznań, całkiem dobrze w Nadarzynie przy drodze Warszawa – Kraków. Ewentualna inwestycja w Karczewie byłaby położona w odległości 7km od drogi nr 50. Taki układ nie ułatwia podjęcia inwestorowi decyzji.

Według naczelnik Wyszyńskiej dobrym rozwiązaniem może być rekreacja i wypoczynek. Podała przykłady parku rozrywki rodzinnej w Bałtowie, który posiada teren 40ha, a obecnie zajmuje tylko 19ha. Innym przykładem jest Tropikana leżąca 30km na południe od Berlina, która zajmuje zaledwie 20ha. Wydaje się, że dobrze zorganizowana rekreacja i wypoczynek, tuż przy olbrzymiej aglomeracji jaką jest Warszawa, są godne poważnego rozważenia i zainteresowania inwestorów.  Rozważano również funkcję mieszkaniową  wielorodzinną, która zdaje się być rozwiązaniem bardzo kuszącym, ale tylko na pierwszy rzut oka.

Panel dyskusyjny
W dyskusji prowadzonej przez wiceburmistrza Bartłomieja Tkaczyka wzięli udział mieszkańcy Karczewa, a także zaproszeni fachowcy ze znajomością rynku nieruchomosci i ich realizacji. Zuzanna Sucharda – Modelska specjalistka realizacji inwestycji międzynarodowych grup inwestorskich dokładnie omówiła podejście dużych inwestorów do analizowania potencjału danej lokalizacji. Kluczowym aspektem dla inwestora jest lokalizacja w kontekście powiązania drogami i wszelką infrastrukturą w terenie. Inwestor rozpatruje potencjalne pozyskanie klientów z danego terenu. Ważnym jest, jakie są drogi i jakie są potoki ruchu na tych drogach oraz planowane inwestycje drogowe. Inwestor wyłoży pieniądze, jeżeli będzie wiedział, że uzyska oczekiwany przychód.

Barbara Dziedziczak - pośrednik w obrocie nieruchomościami: - Zawsze pilnuję interesu właściciela, który chce sprzedać teren, a z drugiej strony interesu inwestora. Pani Dziedziczak omówiła wnikliwie temat przygotowania terenu do sprzedaży. Ważną sprawą jest przygotowanie dla terenu wszystkich analiz  dostępu do dróg publicznych, zjazdów i innej infrastruktury, uzgodnień z ekologami i wielu innych - z pozoru drobnych - elementów. Staranne przygotowanie do sprzedaży, to duża szansa dogadania się z inwestorem, a to przecież leży w interesie Gminy i jej mieszkanców.

Karolina Kozłowska z Agencji Rozwoju Mazowsza: - Żadna z przedstawionych koncepcji nie jest zła, ale nie wszystkie są właściwe.

Z punktu widzenia Agencji Rozwoju Mazowsza wykluczam centrum handlowe. Dlaczego? Najczęściej jest to sklep, który służy do wzbogacenia się tzw. sieciówki. Agencja szuka czegoś, co wpłynie na rozwój Mazowsza i lokalnej społeczności. Nie przewiduję przyjścia inwestorów z sektora produkcyjnego ze względu na wysokość pomocy publicznej na Mazowszu - 30%. Nie możemy konkurować ze Śląskiem czy Warmią i Mazurami. Jeżeli chodzi o centrum logistyczne to i tak, i nie. Kluczowym czynnikiem jest sieć drogowa. Droga jest, ale czy ona jest porównywalna z autostradą? Podoba mi się natomiast koncepcja centrum rozrywki i wypoczynku dla Warszawy z bazą rekreacyjną i niewielką bazą hotelową.

W dyskusji wzięło udział wielu mieszkańców. Stanisławowi Niziołkowi marzy się wykorzystanie wód termalnych i budowa basenów. Radna Danuta Trzaskowska uważa, że funkcja logistyczna omawianego terenu kłóci się z oczekiwaniami mieszkanców. Maciej Wesołowski pytał o plany rozwoju dróg w rejonie i stwierdził, że kręgosłupem dla naszego regionu jest i będzie droga nr 50. Natomiast  Sławomir Witkowski uważa, że ten teren należy przeznaczyć  na budowę zakładów przemysłowych, które przyniosą zatrudnienie. Spotkanie zakończył - dziękując obecnym za udział i cenne uwagi - burmistrz W. Dariusz Łokietek.  

Dar życia dla Bożeny

Share

W sobotę, 4 stycznia, Klub Krwiodawców w Karczewie zorganizowanło kolejną, zapowiadaną wcześniej już 70. akcję oddawania krwi.

obraz 326Specjalny ambulans RCKiK w Warszawie został ustawiony przed budynkiem urzędu miasta. Do rejestracji zgłosiło  się 24 dawców, a po wstępnych badaniach 22 oddało  prawie 10 litrów krwi.

Tym razem oddana krew zostanie przeznaczona na pomoc  dla pani Bożeny, która jest przygotowywana w szpitalu na ul. Szaserów w Warszawie do poważnego zabiegu operacyjnego usunięcia nowotworu. Z prośbą o pomoc wystąpił przedstawiciel rodziny, a jednocześnie członek Klubu Honorowych Dawców Krwi w Karczewie. Wśród honorowych dawców krewi był również  Jarosław Stankiewicz, który powiedział: - Pierwszy raz oddałem krew mając dziewiętnaście lat.   Na komisji wojskowej w Otwocku zachęcono nas, abyśmy odwiedzili stację krwiodawstwa i honorowo oddali krew.

I tak się zaczęło. Później zaś była duża przerwa, a od 2005 roku zostałem członkiem Klubu Krwiodawców i zacząłem regularnie oddawać krew. Uzbierało się już przeszło 7 litrów. W dzisiejszej akcji oddajemy krew dla pani Bożeny z nadzieją, że nasza krew przyczyni się do udanej operacji i przywróci jej zdrowie. Już dwukrotnie brałem udział w takich akcjach. Pierwszy raz oddałem krew dla chorego kolegi Wojtka, a innym razem dla nieznanego mi człowieka,  poparzonego w czasie wykonywania obowiązków zawodowych. Kończąc Jarosław Stankiewicz dodał: - Zawsze mam nadzieję, że oddana  krew pomoże choremu przywrócić zdrowie, a w wielu wypadkach i życie. Po akcji czuję się bardzo dobrze i planuję być dawcą krwi jeszcze przez wiele lat. Klub Honorowych Krwiodawców w Karczewie zaprasza do współpracy wszystkich chętnych. Świadomość niesienia pomocy potrzebującym daje dużo satysfakcji i radości. Kolejna akcja również w  sobotę, 5 marca w godzinach od 10.00 do 14.00, przed urzędem miasta w Karczewie.

Radny z powołania

Share

W ub. roku minęło 25 lat, od kiedy Tadeusz Marek Płaczek, mieszkaniec Otwocka Wielkiego, rozpoczął działalność społeczną na rzecz mieszkańców gminy Karczew. Rozmawia z nim Zbigniew D. Skoczek

placzekUmawialiśmy się na tę rozmowę trochę jak żuraw i czapla z bajki Brzechwy. Jak Ty miałeś czas, to ja byłem zajęty albo odwrotnie.

– Jak mówi stare przysłowie ludowe, co się odwlece, to nie uciece. I to prawda. W końcu możemy porozmawiać.

Pół roku po jubileuszu. Jak to się zaczęło?
– W czerwcu 1988 roku zostałem wybrany do Miejskiej Rady Narodowej w Karczewie. To była ostatnia, zaledwie dwuletnia kadencja rad narodowych w PRL. Rok później, w czerwcu 1989 r. skończyła się Polska Ludowa i zaczęły kształtować się zręby III Rzeczpospolitej. No
i w 1990 roku nastąpiły pierwsze wolne wybory samorządowe.

Byłeś wtedy już w Zjednoczonym Stronnictwie Ludowym. A wcześniej w ZMW?
– Nie, do ZMW nie należałem. Ja chodziłem do szkoły w Radzyminie, mieszkałem w internacie i życie polityczne mnie nie interesowało. Do ZSL wstąpiłem w 1980 r. To była decyzja naturalna. W naszej gminie ruch ludowy był zawsze silny. Mój dziadek był ludowcem, jego bracia też. Z kolei mój ojciec był w BCh, po wojnie działał w PSL Stanisława Mikołajczyka, był instruktorem. Ruch ludowy to nasza rodzinna tradycja.

Cofnij się na chwilę
do Radzymina. Co to za szkoła była?
– Technikum, gdzie uczyłem się urządzania i pielęgnacji terenów zielonych, w tym małej architektury
i utrzymania dróg na tych terenach. Jak widzisz, podstawy do zarządzania drogami mam już ze szkoły średniej.

W 1988 roku poznałeś
Mirosława Pszonkę?
– Tak, on prowadził inwestycje w urzędzie, a jako radny właśnie inwestycjami interesowałem się najbardziej, stąd wynikały nasze stałe kontakty, które wkrótce przerodziły się w przyjaźń.

Do wyborów w 1990 roku już wystartowaliście
z jednej listy?
– A skąd. Mirek startował
z Komitetu Obywatelskiego „Solidarności”. Ja z listy  PSL-u Odrodzenie, który później połączył się
z PSL-em wilanowskim i powstało jedno Polskie Stronnictwo Ludowe.

Wygraliście. Pszonka został burmistrzem, ty radnym pierwszej rady miejskiej
w III RP.  
– Pszonkę wybrała rada. Dopiero 12 lat później wójtów, burmi-strzów i prezydentów miast zaczęto wybierać w wyborach powszechnych. Ludowcy w tej pierwszej radzie mieli 5 głosów. Większość stanowili radni wybrani z Komitetów Obywatelskich. Przewodniczącym rady został Włodek Budkowski.
To była trudna kadencja, ścierały się różne poglądy i światopoglądy, ale z biegiem czasu większość przychyliła się ku polityce burmistrza Pszonki i sprawował władzę trzy kadencje.

A Ty ciągniesz ten wózek
samorządowy nieprzerwanie 25 lat. W tym czasie kierowałeś komisjami rady, jedną kadencję byłeś wiceburmi-strzem, teraz – jak słyszałem
– stanowisz jednoosobową opozycję. Co uznajesz
za swój największy sukces
w minionym ćwierćwieczu?
– Przepraszam, nie jestem sam w opozycji. Z PSL-u jest nas dwóch. Odnosząc się do pytania, jak zaczynałem, nie było nic na terenach wiejskich, pamiętasz, bo przecież w tym czasie robiłeś „Głos Karczewa” i pisałeś o tym. Na wsiach były tylko drogi, w części gruntowe i elektryczność. W poszczególnych wioskach były po – góra - dwa telefony,  jeden miał sołtys, a drugi ktoś znaczący. Nie było wodociągów, nie było kanalizacji, nie było gazu ziemnego. Nie było też map, na podstawie których można by coś projektować. Trzeba było tworzyć wszystko od podstaw. Najpierw podkłady geodezyjne, potem wodociągi. W czasach Mirka Pszonki zbudowaliśmy
300 km wodociągów i ponad 300 km przyłączy. W sumie ponad 600 km. Karczew został w 95 % skanalizowany, zwodociągowany  i zgazyfikowany. Wybudowano w całym mieście kanalizację deszczową.
W dwóch wsiach (tj. Otwock Mały
i Otwock Wielki) również wybudowano gazociąg. W Karczewie wybudowano dwie nowoczesne centrale telefoniczne, które w całości zapewniły potrzeby miasta i gminy. Za Mirka Pszonki zbudowaliśmy również stację wodociągową w Glinkach, szkołę w Glinkach i obecne Gimnazjum nr 1 w Karczewie, rozbudowana została Szkoła Podstawowa nr 2, wybudowana została Miejska Hala Sportowa i Zespół Szkół Zawodowych w Karczewie oraz w stanie surowym przedszkole na Ługach. Zakupiliśmy grunty z budynkami pod MGOK i Grupę Budowlaną. Na terenie gminy działały cztery kluby sportowe, Mazur Karczew awansował do trzeciej ligi (obecna II liga). Można by tu było mnożyć jeszcze wiele przykładów. Ja uważam, że to był sukces ogromny i mam w nim swój udział. Przygotowaliśmy też projekt skanalizowania terenów wiejskich, ale w 2002 roku nastąpiła zmiana władzy i koncepcje też się zmieniły.  

Tutaj muszę się wtrącić.
Co prawda w 2002 roku już drugi rok kierowałem
„Linią Otwocką”, ale po śmierci Romka Skwary, który pisał o Karczewie, znów zacząłem bywać na komisjach i sesjach i pamiętam, że nowa władza przejęła pustą kasę i masę zobowiązań, były problemy
z płynnością finansową,
nad gminą wisiał cień komornika. Z czego miano cokolwiek budować?
– Poruszyłeś temat, który zmusza mnie do powiedzenia paru słów prawdy. Bo z tego co pamiętam, to mówiono, że burmistrz Pszonka sprzedał wszystko, co mógł i zadłużył gminę. Krzyczano, że jest na skraju bankructwa. A przecież gmina w listopadzie 2002 roku miała tylko 6 mln 300 tys. zł zadłużenia i miała mienie warte setki milionów. Minęło od tamtej pory lat 11. Co roku sprzedaje się działki średnio za kilka mln zł.
I jeszcze są działki do sprzedania. Choćby te po Traktoroexporcie, za które gmina chce uzyskać 24 mln zł. Szykuje się do sprzedania wspólnotę pastwiskową – 42 hektary, które to myśmy skomunalizowali – co podkreślam. To gdzie ta gmina bankrut? Karczew nigdy nie był bankrutem. Wymyślono to, żeby nas zdyskredytować, a tym samym ukryć własne nieprzygotowanie do kierowania gminą. Bo prawda jest taka, że
w pierwszych latach po roku 2002 nowy burmistrz dopiero uczył się samorządności, a jego skarbnik – bankowiec – nie miał pojęcia
o zarządzaniu gminnymi finansami. Umiał tylko „rolować” długi. Faktem jest, że ten kryzys udało się przezwyciężyć. Ale będę trwał przy swoim
– przez te 11 lat można było zrobić więcej, szczególnie na terenach wiejskich. Bo przecież każdy widzi, że przez te 11 lat zmiany nastąpiły głównie w mieście. Teraz gmina ma, oficjalnie, 27 mln zadłużenia,
a wpływy w 2013 roku były na poziomie 42 mln, choć planowano 57 mln. Policzmy: 27 mln do 42 mln to jest 64,2 procent zadłużenia budżetu.
A do tego dochodzi zagadnienie PPP.

Zobowiązania z tytułu 3P nie wlicza się do zadłużenia.
– No właśnie, ale spłacić trzeba.

Dzięki 3P 10 budynków publicznych gruntownie zmodernizowano. To, że samorząd nie bał się wejść
w partnerstwo publiczno-prywatne, to jest jego sukces. Zamiast spierać się co do 3P, proponuję zmienić temat. Będziesz startował za rok
w wyborach?    
– Tylko słowo o 3P. Ja nie mówię, że to źle, że te budynki zmodernizowano. Ja tylko twierdzę, że koszty 3P to ukryte zadłużenie.
A co do wyborów. Uważam, że jeszcze jestem potrzebny w radzie, bo zachowuję zdrowy rozsądek. Ja
i moi koledzy radni z terenów wiejskich przypominamy innym w radzie, że gmina to nie tylko 465-letnie miasto Karczew i jego największe osiedle Ługi, ale też kilkanaście wsi. Dlatego będę startował w wyborach 2014 roku.     n

Najstarszy szwoleżer skończył sto lat

Share

W kościele św. Izydora w Ostrówku ks. proboszcz Jarosław Juszczyński odprawił mszę w intencji szwoleżera Waleriana Fijki, który 15 grudnia obchodził jubileusz setnych urodzin

szwolUczestniczył w niej jubilat, którego widzieliśmy w bardzo dobrej formie, były także obecne władze samorządowe Gminy Karczew, Josef Havedal zastępca dowódcy Honorowego Szwadronu Szwoleżerów w galowym mundurze, przyjaciele i znajomi oraz bardzo liczna rodzina. Zebrani dziękowali Bogu za wszelkie łaski, jakie otrzymał jubilat i prosili o błogosławieństwo na dalszą drogę życia. Po zakończeniu eucharystii burmistrz Władysław D. Łokietek, przewodniczący rady miasta Tadeusz Marton i naczelnik wydziału spraw obywatelskich, Piotr Kwiatkowski złożyli jubilatowi serdeczne życzenia zdrowia, pogody ducha i wielu lat życia. Wręczono również list z gratulacjami, metalową pamiątkę w etuii, a także kosz słodyczy i kwiaty. Wcześniej jubilat otrzymał list gratulacyjny od premiera rządu Donalda Tuska.

Przed zebranymi wystąpił członek rodziny Wojciech Prus – Wiśniewski, który został  upoważniony do zabrania głosu w imieniu jubilata. Wszystkich obecnych serdecznie powitał i powiedział: - Walerian Fijka był kapralem, który służył od 1935 roku w I Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. Kiedy w maju 1935 roku wszyscy żegnali Marszałka, nasz jubilat, drogi stryj Walerian, dostąpił wielkiego zaszczytu trzymania warty honorowej przy jego trumnie w Belwederze. Był to dla kawalerzysty wyjątkowy honor. Poinformował również zebranych, że następnego dnia  będzie jeszcze jedna  uroczystość kościelno – wojskowa poświęcona jubilatowi w kościele Garnizonowym w Warszawie. Będą w niej uczestniczyli m. in.: I Batalion Kawalerii Powietrznej WP, a także członkowie Honorowego Szwadronu Szwoleżerów WP. Pan Wojciech zakończył swoje wystąpienie rymowanymi, pięknymi - bo z serca płynącymi - życzeniami od siebie i całej rodziny, a także zaprosił wszystkich zgromadzonych na obiad.

Chcąc podać nieco więcej informacji o jubilacie, przytoczę dwa zdania z tekstu, który zamieścił w Linii Otwockiej Łukasz Stanaszek. „Po ukończeniu szkoły podoficerskiej w stopniu kaprala, nasz jubilat pan Walerian dowodził sekcją składającą się z sześciu rekrutów - szwoleżerów. Następnie został skierowany do służby na Zamku Królewskim w Warszawie, gdzie zajmował się końmi ówczesnego prezydenta Rzeczpospolitej Ignacego Mościckiego, w tym jego osobistym wierzchowcem „Turem”.

Na uroczystym obiedzie, po życzeniach od rodziny i znajomych, wzniesiono toast, zaśpiewano „200 lat” i  na salę wjechał jubileuszowy tort.

Kiedy opadły emocje, przeprowadziłem krótką rozmowę z najstarszym szwoleżerem w Polsce. Rozluźniony i roześmiany wypowiadał się swobodnie, a nawet dowcipkował. Powiedział, że służbę wojskową zakończył dwa lata po śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego i powrócił do domu i pracy na roli. Praca była bardzo ciężka i nie przynosiła spodziewanych dochodów. Dopiero w późniejszych latach, po zakupieniu ciągnika, było nieco lżej. Posmutniał, kiedy mówił o tragicznej śmierci brata Władka, który w czasie okupacji zginął od bomby. Bardzo dobrze pamięta i wspomina pracę (lata pięć-dziesiąte) w zakładzie wędliniarskim, który mieścił się w Karczewie przy ulicy Kościelnej.  Na koniec wyraźnie zadowolony, z uśmiechem na twarzy  powiedział, że bardzo się cieszy z dzisiejszej uroczystości, bo mógł się spotkać z wieloma członkami rodziny, których nie widział od wielu lat. Ta uroczystość była dla niego bardzo ważna i  niezmiernie miła.   

Próbowała wyskoczyć z okna

Share

Mogło skończyć się tragicznie! 32-letnia kobieta, matka dwójki dzieci, pokłóciła się z partnerem i stanęła w oknie mieszkania na 3. piętrze, w bloku przy ul. Bema w Karczewie, grożąc, że skończy ze sobą.

kubajW czwartek, 11 grudnia po południu, na osiedlu Ługi rozegrały się dramatyczne sceny. 32-letnia kobieta nie mogła dojść do porozumienia z partnerem. Doszło do kolejnej awantury, której przyglądał się przestraszony 2-letni synek. Starszy syn był wtedy w szkole. Kobieta wiele razy groziła partnerowi, że popełni samobójstwo. W czwartek, około godz. 14, zdesperowana kobieta otworzyła okno i stanęła na parapecie grożąc, że wyskoczy. Nie zwracała uwagi na płacz synka. Jak zahipnotyzowana patrzyła w dół. Jedna z sąsiadek zauważyła stojącą kobietę w oknie i powiadomiła policję. Niebawem na miejscu pojawili się ratownicy. Strażacy wycięli kilka krzewów i rozłożyli pod oknami wielką poduszkę powietrzną, która miała uratować życie desperatki, jeżeli zdecydowałaby się na skok. Całe szczęście, na widok ratowników kobieta zrezygnowała i sama zeszła z parapetu. 32-latką zajęli się policjanci i medycy. Desperatka została przewieziona do szpitala psychiatrycznego na obserwację. Dzieci trafiły pod opiekę rodziny.  

Kalendarz imprez - najblizsze wydarzenia

poprzednim miesiącu grudzień 2014 następnym miesiącu
P W Ś C Pt S N
week 49 1 2 3 4 5 6 7
week 50 8 9 10 11 12 13 14
week 51 15 16 17 18 19 20 21
week 52 22 23 24 25 26 27 28
week 1 29 30 31

Najbliższe wydarzenia

Brak wydarzeń

Linia.tv - zobacz nasze relacje

Pogoda

Light Rain

9°C

Otwock

Light Rain

Humidity: 93%

Wind: 33.8 km/h

  • 22 Dec 2014

    Rain 8°C 7°C

  • 23 Dec 2014

    Rain 9°C 8°C

Realizacja: blueform