Oszczędne wychowanie

Share

Rozbite rodziny, złe wychowanie. Coraz więcej dzieci sprawi problemy, i to już w przedszkolach. Zatroskani rodzice zwrócili się o pomoc do gminy. Niestety, przedszkola i inne ośrodki wychowawcze etatowego psychologa nie dostaną. Powód jest prozaiczny - brak pieniędzy.

Zgłaszany przez rodziców problem braku pomocy psychologicznej dla najmłodszych poruszył na sesji rady miejskiej radny Mateusz Stanaszek. Sprawa omawiana była także na jednym z posiedzeń Komisji ds. Oświaty, Kultury i Sportu. Jej członkowie wskazali na potrzebę porozumienia się z dyrektorami placówek w celu zbadania, w jaki sposób wygląda sytuacja wśród ich podopiecznych i w jakim stopniu pomoc psychologa okazałaby się niezbędna.

Na sesji obecna była Renata Nowak, dyrektor Gminnego Przedszkola nr 3 „Ługuś”. Starała się ona przekonać władze gminy, że zapewnienie pomocy psychologicznej pomogłoby uporać się podopiecznym z różnymi barierami psychicznymi, a rodzicom w przezwyciężeniu problemów wychowawczych. - Przybywa do nas coraz więcej dzieci z trudnościami wychowawczymi, w związku z czym wsparcie psychologiczne jest konieczne. Ułatwiłoby to pracę opiekunom, którym niejednokrotnie przydałaby się fachowa porada - tłumaczyła.

Poparcie dla tej inicjatywy wyrazili już wcześniej rodzice przedszkolaków, którzy 14 stycznia zwrócili się do Mazowieckiego Kuratora Oświaty Katarzyny Góralskiej z prośbą o zorganizowanie spotkania, na którym obecny byłby przedstawiciel Kuratorium z Warszawy, przedstawiciel Wydziału Oświaty Gminy Karczew oraz dyrekcja przedszkola. Niestety, pismo rodziców w tej sprawie pozostało jak dotąd bez odpowiedzi.

Radny Stanaszek zasugerował stworzenie stanowiska psychologa, który odpowiadałby za pomoc dla kilku placówek. W ten sposób można byłoby wesprzeć wszystkie potrzebujące placówki przy minimalnych nakładach finansowych. Niestety, w tegorocznym budżecie nie przewiduje się podobnych wydatków. - Na chwilę obecną bazujemy tylko na psychologach szkol- nych, którzy nie odmówią pomocy dyrektorom placówek przedszkolnych, gdy zaistnieje taka potrzeba. Rodzice mogą również zgłaszać się do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, prowadzonego przez dyrektor Małgorzatę Woźnicką, która zaoferowała swoją pomoc. Póki co, nie widzę takiej potrzeby, jednak gdyby sytuacja pogorszyła się, gmina będzie musiała rozważyć zmianę budżetu i przedyskutować problem – stwierdził burmistrz Dariusz Łokietek.    

Mieszkańcu, radź sobie sam

Share

Pozostaje taksówka, dobry kolega z samochodem, a najlepiej w ogóle zostać w domu… Gmina nie dopłaci w najbliższym czasie do nocnych autobusów do stolicy. Z prośbą o wsparcie finansowe wystąpił Daniel Tytoń, prywatny przedsiębiorca, który uruchomił nocne autobusy w weekendy, a teraz chciałby rozszerzyć działalność na dni robocze. Na razie nic z tego…

do pana jeździkaNiezmotoryzowani mieszkańcy Karczewa nocą są skazani na izolację. Nie sposób wydostać się z miasta, a ludzie pracujący w Warszawie na nocną zmianę mają problemy z powrotem do domów. Daniel Tytoń, właściciel firmy Jeździk.eu, dostrzegł niszę na rynku i z powodzeniem uruchomił nocną linię w weekendy. Chętnie korzystają z niej głównie imprezowicze, ale też osoby pracujące w weekendy. A co z mieszkańcami, którzy jeżdżą do pracy do stolicy w dni robocze i nocą nie mają jak wrócić? Właściciel firmy przewozowej chciał rozszerzyć działalność, by pomóc również im. Podczas sesji rady miejskiej zgłosił prośbę o dofinansowanie działalności. Ale na razie nic z tego.

- Uruchomienie kursów w tygodniu ułatwiłoby życie wracającym z pracy lub dojeżdżającym do niej. Owszem, trzeba byłoby zgłosić się do gminy z prośbą o ponowne uruchomienie przystanku na osiedlu Ługi przy ulicy Miziołka, jednak koszty samego utrzymania pojazdu i inne wydatki szybko zwróciłyby się. Planuję stworzenie dwóch kursów: jednego z Ługów o 0.30, powrotnego z Warszawy o 1.45, oraz kursu z Ługów do Falenicy, który idealnie pokrywa się z linią nocną ZTM, która jedzie do Warszawy po godzinie trzeciej nad ranem – tłumaczy Daniel Tytoń.

- Kwota, o jakiej mówimy, to około 570 złotych na miesiąc. Jest to minimalne wsparcie, jakiego oczekiwałbym od gminy na uruchomienie kursów siedem dni w tygodniu – dodaje właściciel firmy Jeździk.eu. Burmistrz Dariusz Łokietek zwrócił jednak uwagę, że w tej sprawie najpierw trzeba by ogłosić przetarg. Dopiero później można byłoby podejmować jakiekolwiek zobowiązania finansowe. Niestety, obecnie nie ma na to środków, w związku z innymi inwestycjami prowadzonymi przez gminę, takimi jak kanalizacja przy ulicy Częstochowskiej czy płyta boiska klubu sportowego Mazur.

- Bez formalnych ruchów nic się nie da zrobić. Nie mamy tutaj do czynienia z kasą prywatną, ale funduszami publicznymi. Gdyby samorząd uznał w przyszłości, że linia nocna będzie potrzebna, możliwe będzie ogłoszenie przetargu. Nie jest jednak powiedziane, że nie zgłoszą się do niego inne firmy. Nie wykluczam jednak, że zwrócę uwagę na tę sprawę, jednak nie wcześniej niż we wrześniu, kiedy będzie więcej wiadomo w sprawie budżetu – tłumaczy burmistrz.

Czy to oznacza, że mieszkańcy Karczewa będą za jakiś czas mieć możliwość nieograniczonego tylko do weekendów korzystania z nocnego transportu? Zapotrzebowanie jest bardzo duże, o czym świadczy ponad 2,8 tysiąca zainteresowanych na portalu społecznościowym Facebook, którzy byli przeciwni likwidacji linii autobusowej N75. Ze słów burmistrza Karczewa wynika jednak, że sprawa nie jest całkowicie przekreślona, więc nie pozostaje nic innego, jak tylko uzbroić się w cierpliwość.   

Piękne dziewczyny w potrzebie

Share

Mażoretki, czyli tancerki uświetniające występy orkiestry Ochotniczej Straży Pożarnej, potrzebują waszej pomocy. Dziewczyny zbierają pieniądze na efektowne stroje, dzięki którym ubarwią występy karczewskiej orkiestry dętej. Do szczęścia potrzebne jest im jedynie dziewięć tysięcy złotych. Niby dużo, ale...

majorettZamiast popalać papierosy na przystankach i włóczyć się po dyskotekach chcą zrobić coś dla Karczewa. Grupa dziewcząt zebrała się i postanowiła wesprzeć w ważnych uroczystościach karczewską orkiestrę. Idzie im naprawdę świetnie, ale samym entuzjazmem niewiele mogą zdziałać. Potrzebują profesjonalnych, jednolitych strojów, by zbliżyć się do mażoretek z innych gmin. To ważne – chodzi przecież o wizytówkę Karczewa. Mieszkańcy! Nie bądźcie sknerami i pomóżcie tym dzielnym dziewczynom. Jak to zrobić?

Wystarczy wejść na stronę internetową www.todlamniewazne.pl, kliknąć na zakładkę: Top 20 i odnaleźć nasze mażoretki. Znajdują się w zakładce „W zakręconej grupie siła! – Mażoretki Karczew”. Kliknij w ikonę „dotuj” i wybierz kwotę, jaką chcesz wesprzeć dziewczyny. Na razie wpłat dokonały trzy osoby (stan z dnia 15 stycznia) na kwotę 75 zł. To miły gest, ale do ubrania dziewczyn to wciąż za mało. Pieniądze można wpłacać do 30 stycznia.   

Karczew z problemem alkoholowym

Share

Alkohol dzieli karczewską radę. Opozycyjni radni zarzucili Dariuszowi Łokietkowi, że w Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych obsadził członków swojego ugrupowania, którzy nie dostali się do rady. - To dla nich nagroda pocieszenia? – pytają Mateusz Stanaszek oraz Piotr Kwiatkowski. – To niedorzeczne – broni się burmistrz

Gminna Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych nie jest organem strategicznym w funkcjonowaniu gminy, a jednak rozgorzała dyskusja na temat jej składu osobowego. Chodzi o Tadeusza Martona (przewodniczącego komisji), Wiesławę Zackiewicz (wiceprzewodniczącą), Ka- tarzynę Pawłowską oraz Henryka Grąbczewskiego, którzy w ostatnich wyborach nie dostali mandatu zaufania od wyborców i nie dostali się do rady. Najwyraźniej ufa im jednak Dariusz Łokietek, który na mocy zarządzenia z 27 listopada 2014 roku uczynił z nich trzon komisji. Niezależni radni opozycyjni szybko wydedukowali, że te osoby to znajomi burmistrza ze Wspólnoty Samorządowej Powiatu Otwockiego.  

W trakcie III Sesji Rady Miejskiej w Karczewie padło więc pytanie do burmistrza, czy stanowiska w komisji nie są „nagrodą pocieszenia” dla niedoszłych radnych. Zapytany o tę sprawę burmistrz Dariusz Łokietek stwierdził, że sprawy nie zamierza komentować, ponieważ to od jego decyzji zależy wybór członków Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, więc zarzuty uważa za niedorzeczne.

W wątpliwość podano lukratywność stanowisk, ponieważ komisja zbiera się nieregularnie, czasem kilka razy w miesiącu, innym razem tylko raz na kilka miesięcy, a za udział w każdym z jej posiedzeń samorząd płaci zaledwie ok. 100 złotych. Radni Stanaszek i Kwiatkowski uznali wyjaśnienia za niewystarczające i postanowili podzielić się wątpliwościami z wyborcami swoich okręgów: „(…) Zastanawiający jest również skład Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, która powołana została przez burmistrza. Aż czterech spośród siedmiu członków komisji to kandydaci Wspólnoty Samorządowej Powiatu Otwockiego w tegorocznych wyborach do Rady Miejskiej w Karczewie. Czym kierował się burmistrz przy powoływaniu właśnie tych osób? Na to pytanie nie uzyskaliśmy odpowiedzi” – napisali, licząc na odzew wyborców.   

Straciłam dom przed świętami

Share

Tego dnia nad Katarzyną Kuczamer czuwał Anioł Stróż. Kobieta ocaliła życie, ale straciła rodzinny dom! Piękny drewniany budynek, który kilka lat temu wybudował dla niej i jej siostry nieżyjący już tata, doszczętnie spłonął tuż przed świętami. - Wyszłam do sklepu po prezenty. Kiedy wróciłam, dom płonął jak pochodnia. W ogniu zginęła moja ukochana kotka. Nic nie ocalało – mówi ze łzami w oczach kobieta

SPALONYCztery lata temu piękny drewniany budynek przy ul. Słonecznej w Otwocku wybudował dla swoich dwóch córek pan Jerzy. Marzył, aby Katarzyna i jej starsza siostra Joanna stworzyły tu ciepły, rodzinny dom. - Tata spełnił swoje marzenie. Był szczęśliwy, że zapewnił nam przyszłość – wspominają siostry. - Kiedy się wprowadziliśmy, bardzo się rozchorował. Pół roku temu zmarł. Dopiero co otrząsnęłyśmy się z tragedii, a tuż przed świętami spotkał nas kolejny cios. Chyba czuwał nad nami duch taty, bo pożar wybuchł w dzień, a nie w nocy. Dzięki temu nic nam się nie stało, ale straciłyśmy dach nad głową – wzdychają siostry.

W pożarze spłonęła kotka
W sobotę, 13 grudnia pani Katarzyna przygotowywała się do świąt. - To miała być pierwsza wigilia bez taty. Chciałam, aby była uroczysta
i piękna. Dlatego na świąteczną kolację zaprosiłam całą rodzinę – opowiada ze smutkiem kobieta.

- W porządkach trochę pomagały mi babcia i sąsiadka. W sobotę przed południem wszystkie wyszłyśmy załatwić kilka spraw. Na kuchence nic się nie gotowało. Pogłaskałam swoją ukochaną kocicę, a psa Bozo wypuściłam na podwórko. Wiedziałam, że nie zmarznie, bo planowałam wrócić za kilka chwil. Szłam do sklepu po prezenty dla swoich bliskich – wspomina Katarzyna. Właśnie wybierała upominek dla siostry, gdy zadzwonił jej telefon. - Wracaj szybko, pali się dom, pali się dom... – w słuchawce usłyszała rozpaczliwe wołanie babci.

- Rzuciłam wszystko. Gdy dotarłam na miejsce, budynek płonął jak pochodnia, a Bozo biegał jak oszalały. Strażacy walczyli z żywio-łem. W środku była moja ukochana kotka. Kocia, bo tak miała na imię, spłonęła żywcem – płacze pani Katarzyna. - Kiedy strażacy walczyli z ogniem, mogłam jedynie bezradnie patrzeć, jak pożar trawi mój dom i życie. Drewniany budynek w ciągu kilku chwil zamienił się w zwęglone ruiny. Wszystko, co dał mi i siostrze tata, spłonęło, przepadło. Nic nie ocalało. Miałam tylko to, co na sobie i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, dokąd pójść. Moja siostra od dłuższego czasu przebywała za granicą – wspomina ze łzami w oczach pani Katarzyna. Kobieta otrzymała pomoc od opieki społecznej, ale nadal nie miała gdzie mieszkać.

Nie mam do czego wracać
Na szczęście pani Katarzyna nie została sama. - Mój chłopak Grzesiek przygarnął mnie do siebie, ale chcę stanąć na nogi i odbudować swoje życie – zapewnia młoda kobieta. - Nie stać mnie na zaciągnięcie kredytu, żeby kupić mieszkanie. Niedawno skończyłam studia, jeszcze nie znalazłam pracy. Straciłam dach nad głową w chwili, gdy zaczynałam prawdziwe dorosłe życie. Już na starcie czuję się przegrana, nie wiem, co dalej robić – mówi zrozpaczona Katarzyna. Jej siostra od niedawna pracuje w Portugalii. - Niedługo kończy mi się kontrakt i planowałam wrócić do siostry, ale teraz nie mam do czego, bo nasz rodzinny dom doszczętnie spłonął – mówi starsza z sióstr, Joanna.

Pomóżcie odbudować moje życie
Rodzina chłopaka pani Katarzyny stara się jej pomóc jak tylko może. Udostępnili jej mały pokój z łazienką. - Pomieszczenie jest niemal w stanie surowym, ale cieszę się, że mam swój kąt. Jestem bez pieniędzy i nie mogę kupić mebli, łyżek, talerzy czy innych potrzebnych rzeczy do mieszkania. Jestem wdzięczna za to, że nie wylądowałam pod mostem – mówi młoda kobieta. - W przyszłości chcę odbudować dom, który niedawno doszczętnie spłonął. Dlatego apeluję do przedsiębiorców i osób o dobrym sercu o pomoc w odbudowaniu mojego życia – mówi pani Katarzyna, zapewniając ze łzami w oczach: - Przecież tu jest mój dom i moje miejsce na ziemi!

Możesz pomóc

  • Jeżeli ktokolwiek jest w stanie pomóc, prosimy o e-maila na adres: a.jaskulska@linia.com.pl z tytułem „Pomoc dla Katarzyny” lub telefon pod nr 784 490 002. Potrzebne jest dosłownie wszystko, m.in. wyposażenie kuchenne, szafa, odkurzacz, pralka, oświetlenie, materiały do odświeżenia pomieszczenia. O kontakt z redakcją proszone są także przedsiębiorcy, którzy chcą pomóc w uporządkowaniu terenu i odbudowie domu pani Katarzyny. Wystarczy wpłacić dowolną kwotę na konto bankowe: Joanna Kuczamer, ul. Słoneczna 05-400 Otwock, Bank BPH nr rachunku: 67 1060 0076 0000 3060 0053 8616. Z dopiskiem: „Pomoc po pożarze”.

Kalendarz imprez - najblizsze wydarzenia

poprzednim miesiącu marzec 2015 następnym miesiącu
P W Ś C Pt S N
week 9 1
week 10 2 3 4 5 6 7 8
week 11 9 10 11 12 13 14 15
week 12 16 17 18 19 20 21 22
week 13 23 24 25 26 27 28 29
week 14 30 31

Najbliższe wydarzenia

Brak wydarzeń

Linia.tv - zobacz nasze relacje

Pogoda

Fair

0°C

Otwock

Fair

Humidity: 80%

Wind: 9.66 km/h

  • 3 Mar 2015

    Rain/Snow Late 4°C -1°C

  • 4 Mar 2015

    PM Showers 4°C -2°C

Realizacja: blueform