Kto naprawdę wybudował dom kultury?

Share

Ponad 25 lat budowano Wiejski Dom Kultury „Nad Świdrem”, a kiedy powstał, sukcesem pochwaliła się władza. Czy słusznie? Gdyby nie społecznicy z Woli Karczewskiej, budynek nigdy by nie powstał, a gmina, jak dowodzą mieszkańcy, rzucała kłody pod nogi i wybudowała coś innego niż chciała tego społeczność

oko copyNie wywiązywali się z umów, nie potrafili zabiegać o środki finansowe, a to, co zbudowali, daleko odbiega od tego, czego spodziewali się mieszkańcy Woli Karczewskiej. Urzędnicy są dumni z zakończenia trwającej ponad ćwierć wieku inwestycji, ale ludzie, którzy naprawdę walczyli o ten budynek są rozgoryczeni – przyznają mieszkańcy wsi. Czy słusznie?

Wieś, która miała marzenia
Przeszło 25 lat temu w czynie społecznym mieszkańcy Woli Karczewskiej zbudowali dom kultury, który miał służyć integracji miejscowej społeczności. Ludzie marzyli, by stworzyć takie miejsce, w którym mogliby się spotykać, a ich dzieci mogłyby się bawić i rozwijać. Niestety, zabrakło pieniędzy i budowy nie udało się dokończyć. Budynek przez kilka- naście lat stał i niszczał.

Dopiero w 2005 roku, głównie z inicjatywy Romana Nowickiego, honorowego sołtysa Woli Karczewskiej, rozpoczęto starania o dokończenie budowy domu kultury. Po czterech latach wymiany korespondencji z Urzędem Gminy w Wiązownie udało się doprowadzić do podpisania porozumienia między mieszkańcami Woli a ów-czesnym wójtem Markiem Jędrzejczakiem. Na mocy porozumienia mieszkańcy nieodpłatnie przekazali gminie budynek wraz z terenem.

W zamian urzędnicy zobowiązali się nie sprzedawać nieruchomości, dokończyć budowę budynku i przeznaczyć go na działalność kultu- ralną. W dokumencie zdeklarowano również, że mieszkańcy otrzymają pomieszczenia na swoje potrzeby. I wtedy zaczęły się schody... Jak mówi sołtys Woli Karczewskiej Waldemar Rybka - bez determinacji mieszkańców Woli i okolicznych wsi oraz pomocy pana Romana inicjatywa społeczna zakończyłaby się zapewne tylko na podpisaniu porozumienia. Tymczasem nastała nowa władza i w 2011 r. podpisano kolejne porozumienie, które potwierdzało w całości treść poprzedniego. - Niestety, gmina od początku nie chciała wywiązać się ze swoich obietnic - mówi sołtys Rybka. - Kilkakrotnie przysyłano do nas osoby fizyczne chcące kupić nieruchomość. Dopiero ostry sprzeciw mieszkańców wyrażony na piśmie zakończył sprawę - dodaje.

Wywalczyli pieniądze od ministra
Gmina wystąpiła z wnioskiem do Ministra Kultury o dofinansowanie budowy domu kultury, ale z mizernym skutkiem. Wniosek został odrzucony. Mieszkańcy natychmiast odwołali się od decyzji. Rzetelnie i merytorycznie opisali swoje potrzeby, zebrali podpisy, załączyli dokumentację zdjęciową i odnieśli sukces! Minister przyznał 300 tys. zł. Rada Gminy dołożyła kolejne 300 tys. zł i budowa ruszyła. Niestety, zabrakło współpracy między gminą a mieszkańcami. Wielokrotnie wysyłane przez mieszkańców pisma w różnych sprawach pozostawały bez odpowiedzi. Wniosek gminy o pozyskanie środków na drugi etap budowy i tym razem został odrzucony. Mieszkańcy ponownie zaangażowali się w pomoc, co zostało nagrodzone przyznaniem kolejnych 400 tys. zł na kontynuację inwestycji. Wówczas znów zaczęły się trudności. Mieszkańcy nie mogli do- prosić się o harmonogram robót przewidzianych na 2013 rok.

W dziwnych okolicznościach, jak twierdzi Roman Nowicki, z harmonogramu prac zniknęło wykonanie poddasza, a tym samym nie została dotrzymana umowa z wsią, w której obiecano pomieszczenia dla mieszkańców. - Dodatkowo, w czasie składania wniosku o dotację gmina zadeklarowała kwotę ponad 300 tys. złotych. Jednak bez konsultacji z mieszkańcami pani wójt ograniczyła ją do 65 tys. złotych – słyszymy do Romana Nowickiego.

- Od  tak wielu lat walczyliśmy o swój dom kultury, przekazaliśmy bezpłatnie ziemię, dwu- krotnie przyczyniliśmy się do otrzymania dotacji na budowę z Ministerstwa Kultury, cały czas monitorowaliśmy prace związane z budową. Liczyliśmy na dom z prawdziwego zdarzenia. Otrzymaliśmy zaś niedokończony budynek, na który do tej pory zostało wydane ponad 1 mln zł. Są w nim tylko dwie sale o imponujących rozmiarach, a na podłodze gres – słyszymy od mieszkańców Woli Karczewskiej.

Zrobiliśmy tyle, na ile wystarczyło nam pieniędzy
Z krytycznymi opiniami mieszkańców nie zgadza się wójt Wiązowny Anna Bętkowska. Jej zdaniem gmina zrobiła wszystko, co było możliwe w ramach posiadanych w budżecie pieniędzy. – Nieprawdą jest, że ograniczaliśmy jakiekolwiek środki. Jeśli ktoś formułuje takie zarzuty to, albo nie zna całej historii pozyskiwania dotacji na tę inwestycję, albo ze złej woli nie chce o niej pamiętać – słyszymy od Anny Bętkowskiej. – W pierwszym składanym wniosku do Ministerstwa Kultury nasze potrzeby określiliśmy na poziomie 1,9 mln zł, z czego z naszego budżetu musielibyśmy wyłożyć połowę tej sumy. Wniosek jednak, ze względu na wielkość kwoty, nie został pozytywnie rozpatrzony. Doradzono nam wtedy, aby złożyć wniosek o mniejszą dotację na podobnych zasadach dofinansowania, czyli połowa z mini- sterstwa, połowa z gminnego budżetu. W 2012 roku wystąpiliśmy o 300 tys. zł, które otrzymaliśmy – wyjaśnia wójt gminy. – W 2013 roku złożyliśmy kolejny wniosek na II etap budowy w kwocie 400 tys. zł, ale już na innych, bardziej korzystnych dla gminy  warunkach finansowych. Ministerstwo po pozy- tywnym jego rozpatrzeniu przyznało nam dotację w wysokości 85 proc. wartości projektu. Stąd ta kwota 65 tys. zł z budżetu gminy, stanowiąca 15 proc. wkładu własnego – podkreśla Anna Bętkowska.

Wójt Wiązowny przypomina również, że gmina starała się o kolejne pieniądze zewnętrzne na pokrycie kosztów wyposażenia obiektu na kwotę blisko 1 mln zł. – Niestety nasz wniosek nie został pozytywnie rozpatrzony – przyznaje Anna Bętkowska. – Z zaoszczędzonych na inwestycji pieniędzy dodatkowo uporządkowaliśmy teren wokół budynku. Wydaliśmy na to ponad 19 tys. zł. Dodatkowe 70 tys. zł z gminnego budżetu poszło na remont dachu. Częściowo zakupione zostało także wyposażenie budynku w jego części socjalnej – wylicza wójt Wiązowny.

Czy nie za późno?    
Wśród mieszkańców coraz częściej słyszy się również pytanie o pomysły zagospodarowania budynku. W pierwszych dniach czerwca na stronach Urzędu Gminy pojawiła się prośba pani wójt o wypełnienie przez mieszkańców gminy ankiety, w której mieli odpowiedzieć na pytania w jakich wydarzeniach w „Domu nad Świdrem” chcieliby uczestniczyć. Ankietę należało wypełnić do końca czerwca. Czy jej wyniki pomogą władzom Wiązowny w przygotowaniu oferty dla mieszkańców? – jeszcze nie wiadomo. Niewątpliwie trzeba się zgodzić z mieszkańcami, że trafniej byłoby o tym pomyśleć, zanim zainwestowano tak wiele w obiekt.   

Najdroższe śmieci w powiecie

Share

Nowe stawki to szok dla mieszkańców, którzy postanowili segregować swoje śmieci. Okazało się, że ich śmieci są jednym z najdroższych w powiecie otwockim

Od 1 lipca na terenie gminy Wiązowna obowiązują nowe stawki za wywóz śmieci. Za odpady posegregowane trzeba będzie zapłacić 11 zł
od osoby, czyli tyle samo co w Otwocku. To aż o cztery złote więcej niż do tej pory. Tylko rodziny z czworgiem dzieci i mieszkańcy, którzy ukończyli 75 lat, zapłacą dziewięć złotych. Nie zmieni się natomiast stawka za odbiór odpadów nieposegregowanych, która nadal wynosi 27 zł od osoby. W związku ze zmianą stawek, mieszkańcy gminy muszą do 14 lipca ponownie złożyć w Urzędzie Gminy deklarację o segregowaniu bądź niesegregowaniu śmieci.

Wyniki przetargu na wywóz nieczystości w gminie ogłoszono pod koniec kwietnia. Ponownie wybrano ofertę firmy Lekaro jako najtańszą. Tym razem umowa została podpisana nie jak wcześniej na 10 miesięcy, lecz na 2 lata. Nowe, wyższe stawki zostały przyjęte uchwałą Rady Gminy z dnia 29 kwietnia 2014 roku. Czym spowodowana jest aż tak znaczna podwyżka usług? Leszek Zagórski, przedstawiciel firmy Lekaro, tłumaczy, że przyczynił się do tego wzrost kosztów, głównie ceny paliwa i ceny zagospodarowania odpadów. Zaskoczyła go również… ilość odpadów. - Na terenie gminy, co pokazało doświadczenie z poprzedniej umowy, jest też znacznie więcej odpadów niż przewidywaliśmy. To wszystko przełożyło się na wzrost ceny w naszej ofercie - tłumaczy przedstawiciel Lekaro.

Iwona Marczyk z Urzędu Gminy w Wiązownie tłumaczy, że pierwszą umowę z Lekaro podpisano tylko na 10 miesięcy, a nie jak w przypadku pozostałych gmin powiatu otwockiego na 2 czy 2,5 roku, ponieważ radni obawiali się, że wykonawca usługi (czyt. Lekaro) podyktuje zbyt wysokie ceny na nowym rynku i w nowej usłudze. – Mogłoby się więc okazać, że gmina zapłaci więcej, a to skutkowałoby koniecznością zmiany usługodawcy w trakcie trwania umowy – wyjaśnia urzędniczka. Tylko czy właśnie taka sytuacja nie ma miejsca obecnie?    

Kamery nagrały śmierć modelki i dziecka?

Share

W wilii Elizy K. były kamery, które prawdopodobnie zarejestrowały śmierć pięknej modelki i jej 6-letniego synka Alexandra. Nagranie być może przybliży prokuratorów do rozwikłania tej tajemniczej zagadki.  Śledztwo skłania się ku wersji, że to matka udusiła synka, a potem wbiła sobie nóż w serce i szyję. A może za zbrodnią stał ktoś inny?

To może być przełom w sprawie zagadkowej śmierci Elizy K. i jej synka. Na terenie, gdzie doszło do tragedii, były zainstalowane kamery. Policja właśnie sprawdza nagrania, które pozwolą odpo- wiedzieć na pytanie, czy w chwili, gdy umierał mały Alexander i jego mama, w willi był obecny ktoś jeszcze. Śledczych interesuje też, z kim Eliza K. kontaktowała się przed śmiercią. - Nagrania są już zabezpieczone. Sprawdzamy, co zarejestrowały kamery – zapewnia Jacek Gałązka, szef otwockiej prokuratury. - Biegli analizują telefon i komputer kobiety. Czekamy także, aż sąd zwolni operatora sieci komórkowej z tajemnicy, abyśmy mogli otrzymać bilingi z jej telefonu – dodaje prokurator.

Do czasu, kiedy śledczy dotrą do zapisu kamer i billingów, tragedia w Majdanie pozostanie zagadką. Na razie branych jest pod uwagę wiele scenariuszy. - Obecnie śledztwo prowadzone jest pod kątem zabójstwa dziecka i samobójstwa, ale weryfikujemy także inne hipotezy, sprawdzamy każdy szczegół m.in. to, czy dziecko zostało przed śmiercią otumanione lekami albo innymi środkami – informuje Jacek Gałązka.

Wiadomo, że kobieta miała stany lękowe, cierpiała na depresję i leczyła się psychiatrycznie. Prokuratura ciągle czeka na dokumentację medyczną.

Koszmar w dobrym domu
31-letnia Eliza pochodziła z Zielonej Góry. Tam skończyła liceum ogólnokształcące im. E. Dembowskiego. Kilka lat temu przeprowadziła się do Warszawy, gdzie skończyła elitarną uczelnię. Wtedy także poznała bogatego biznesmena, Sebastiana K., z którym związała się na stałe. Młodzi planowali wspólną przyszłość. Zamieszkali w pięknej willi w Majdanie, w gminie Wiązowna, gdzie wychowywali synka Alexandra. Sąsiedzi i przyjaciele postrzegali parę jako wzorową rodzinę. Nikt nie zauważył, że w bogatej willi dzieje się coś złego.

Dwa tygodnie temu doszło do tragedii, o której pisaliśmy na łamach „Linii Otwockiej”. Tuż przed Bożym Ciałem, w środę, Sebastian K. znalazł martwego synka i zakrwawione ciało swojej partnerki. Sekcja zwłok wykazała, że chłopiec został uduszony, prawdopodobnie poduszką lub dłońmi. Natomiast kobieta miała kilkanaście ran kłutych w okolicach szyi i serca. Media wciąż zastanawiają się, co tak naprawdę wydarzyło się wtedy w domu? Czy to możliwe, aby piękna, bogata i wpływowa kobieta i matka z zimną krwią udusiła swoje ukochane, jedyne dziecko, a potem zdecydowała się na bolesną śmierć?

Problemy w związku?
Śledczy wciąż nie przesłuchali jeszcze najważniejszego świadka, który był pierwszy na miejscu zdarzenia – Sebastiana K., partnera modelki. Jak ustaliła „Linia Otwocka”, prokuratura wiele razy próbowała wezwać go na przesłuchanie, ale jego zły stan zdrowia nadal nie pozwala na złożenie zeznań. Te wyjaśnienia z pewnością będą kluczowe w odkryciu szczegółów tajemniczej śmierci jego partnerki i synka. Kobieta nie zostawiła listu pożegnalnego. Co mogło doprowadzić ją do załamania nerwowego i tragedii? Wiadomo, że Eliza cierpiała na depresję. Niewykluczone, że przyczyną choroby było m.in. to, że jej związek rozpadał się, między parą coraz częściej dochodziło do konfliktów, także z powodów finansowych.

Chciała ochronić synka przed cierpieniem
Zdaniem psychologa społecznego, prof. Zbigniewa Nęckiego, matka zabrała synka na tamten świat, bo była przekonana, że w ten sposób go ochroni. Jeśli faktycznie to ona zabiła dziecko, to możliwe, że chciała, aby nie cierpiało podczas śmierci. Zdaniem psychiatrów Eliza K. wybrała okrutny sposób odebrania życia synkowi i sobie, co może wskazywać na to, że mogła mieć urojenia i słyszeć głosy. - Tak brutalne sposoby śmierci wybierają często osoby z urojeniami lub psychozami. Prawdopodobnie w mniemaniu tej kobiety jej działanie było jedynym słusznym. Nawet jeśli Eliza unikała kontaktów z rodziną, przyjaciółmi, to było sygnałem, że dzieje się z nią coś niedobrego. Dlaczego nikt wcześniej tego nie zauważył i jej nie pomógł? – zastanawia się prof. Nęcki.  

Matka z synkiem spoczęli w jednej mogile

  • Są znowu razem, tym razem na zawsze. Kilka dni temu mały Alexander został pochowany w jednym grobie z matką, Elizą K. Rodzice modelki chcieli, aby pogrzeb był cichy, skromny i dyskretny. Ceremonia odbyła się na Starym Cmentarzu w Zielonej Górze, skąd pochodziła kobieta. Na grobie ułożono ponad dwadzieścia wieńców z białych róż. Rodzina Elizy K. nie życzyła sobie składania kondolencji. Na wspólnej mogile matki i jej 6-letniego synka widnieje napis „Tu spoczywają w Bogu Eliza i Alexander”.

„Linia”  pierwsza na świecie

  • Tragedia w Majdanie wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami regionu otwockiego, ale także całą Polską. Po naszej publikacji historią zainteresowały się ogólnopolskie, a nawet zagraniczne media m.in. „Daily Mail”, najbardziej popularny brytyjski magazyn oraz amerykański portal Daily News. O sprawie pisały, powołując się na informacje „LO”, Super Express” i „Fakt”, a także portale internetowe: onet.pl, wp.pl, wpolityce.pl

Piękna Eliza i jej synek konali w męczarniach

Share

Była piękna, bogata, robiła karierę jako modelka, miała wspaniałą rodzinę. Czy to możliwe, że to właśnie dłonie Elizy K. zacisnęły się na szyi jej ukochanego 6-letniego synka Alexandra? A potem, gdy dziecko już nie żyło, kobieta wbiła sobie nóż w serce? Śledczy rozważają taką wersję wydarzeń i podejrzewają, że to matka zabiła dziecko, a potem popełniła samobójstwo

majdanO tajemniczej zbrodni „Linia Otwocka” napisała jako pierwsza w Polsce. Dziś odtwarzamy przebieg wydarzeń z feralnej środy. Co stało się 18 czerwca w Majdanie, gdy zginęła Eliza i jej 6-letni synek Alexander?

Według sąsiadów, tego dnia Eliza wielokrotnie rozmawiała przez telefon z rodziną i ukochanym Sebastianem K. Nie wiadomo, czy się kłócili, ale zaniepokojony mężczyzna postanowił przyjechać do domu. Do willi w Majdanie dotarł przed południem. Drzwi były zamknięte od wewnątrz, a kiedy nikt nie otwierał, Sebastian K. wszedł do środka przez okno. To, co zobaczył, wstrząsnęło nim. W jednym z pomieszczeń odnalazł martwego synka, a ślady krwi doprowadziły go do Elizy. W jej piersi tkwił nóż. Przerażony natychmiast powiadomił policję i pogotowie, ale lekarz mógł tylko stwierdzić zgon matki i dziecka. Mężczyzna był w takim szoku, że nie chciał odejść od ciał swoich najbliższych. Specjaliści z laboratorium kryminalnego komendy stołecznej policji przez ponad 10 godzin zabezpieczali ślady, które pozwolą rozwikłać zagadkę tajemniczej zbrodni w Majdanie.

Umierając, bardzo cierpiała
Dziś już wiadomo, jak zginął mały Alexander. Został uduszony. Jego matka zginęła w strasznych męczarniach. Kobieta miała kilkanaście ran kłutych w klatce piersiowej, tuż koło serca, a także na szyi. Większość była płytka, ale trzy z nich były bardzo głębokie, śmiertelne. Piękna Eliza umierała długo i boleśnie. Mimo tak trudnego do wykonania scenariusza samobójstwa, śledczy podejrzewają, że modelka udusiła synka, a potem w bolesny sposób odebrała sobie życie.

Po oględzinach miejsca zdarzenia, zwłoki zabrano do Zakładu Medycyny Sądowej, gdzie przeprowadzono sekcję zwłok (poniedziałek, 23 czerwca). – Biegły stwierdził, że dziecko zostało uduszone - wyjaśnia Jacek Gałązka, szef otwockiej prokuratury. - Natomiast rany kobiety mogły powstać w wyniku zamachu samobójczego. Świadczy o tym charakterystyczny układ obrażeń. Biegli już analizują szczegółowy przebieg zdarzenia, głębokość ran. Ustalą także, w jaki sposób został uduszony chłopiec, bo dziecko nie miało zewnętrznych obrażeń – tłumaczy Jacek Gałązka.

Przecież Eliza kochała synka i życie
Przyjaciele pięknej Elizy nie wierzą w taką wersję. - Ona była bardzo serdeczna i ciepła, uwielbiała swoje dziecko. Korzystała z życia, miała marzenia. Nie zrobiłaby tego. Jej rodzice stracili jedyne dziecko i jedynego wnuka – podkreśla jedna z koleżanek modelki.

Wiele osób nie chce wierzyć w to, że Eliza K. zabiła synka i popełniła samobójstwo. Zdaniem przyjaciół, została napadnięta i w brutalny sposób zamordowana razem z synkiem. - Bardzo kochała swojego synka, to było jej oczko w głowie. Spędzała z nim mnóstwo czasu, zazwyczaj na podwórku, z tyłu domu, gdzie ojciec chłopca urządził plac zabaw – mówi pani Elżbieta z sąsiedztwa.

Przesłuchali ojca chłopca
Otwocka prokuratura bada wiele wątków w tej sprawie. Wieloletni partner modelki (wcześniej błędnie podaliśmy, że był jej mężem) został przesłuchany dopiero kilka dni temu. - Mężczyzna był w szoku i trafił do szpitala. Lekarze nie zgodzili się na przesłuchanie ze względu na zły stan jego psychiki – wyjaśnia prokurator Jacek Gałązka. Tragedia w Majdanie wstrząsnęła nie tylko rodziną, ale także całą Polską. Wszyscy zachodzą w głowę, co się stało. Jeśli było to samobójstwo, to co mogło skłonić modelkę do tak makabrycznego kroku? Na razie nie wiadomo. Kobieta nie zostawiła żadnego listu.

Eliza K. cierpiała na depresję?
Modelka z Zielonej Góry i przedsiębiorca z Warszawy wiedli spokojne życie z dala od wielkiego miasta w Majdanie w gminie Wiązowna. Para mieszkała na willowym osiedlu, które wybudowała firma ojca Sebastiana K.  Rodzice Alexandra wyglądali na szczęśliwą parę. W oczach sąsiadów i przyjaciół uchodzili za rodzinę doskonałą. Jednak w sercu pięknej Elizy od dawna rozgrywał się dramat. 31-letnia kobieta bała się o swoją przyszłość i związek z ukochanym. Jej rozterki przerodziły się w chorobę. Modelka miała stany lękowe i cierpiała na depresję. Próbowała wyrwać się z tej matni. Uczęszczała na terapię do jednej z Poradni Zdrowia Psychicznego.

- Od dawna jej nie widywałam. Miałam wrażenie, że ukrywa się przed światem, przestała wychodzić z domu, z nikim nie rozmawiała.Czasami jechała po zakupy, ale to też rzadko. Ostatnio bardzo schudła – mówi zmartwiona sąsiadka. Czy to możliwe, że to choroba pchnęła ją do zbrodni i do samobójstwa? Policja i prokuratura wciąż prowadzą w tej sprawie intensywne śledztwo.

Zginęła na swojej „Księżniczce”

Share

Na trasie krajowej nr 17, na wysokości miejscowości Majdan, doszło do śmiertelnego wypadku! 19-letnia Joanna K., która jechała motocyklem, zderzyła się z Nissanem. Młoda kobieta zginęła na miejscu. Trasa lubelska była zablokowana przez kilka godzin

motor TO 1Joanna K. była śliczną, mądrą i ambitną dziewczyną. Od dawna marzyła o własnym motocyklu. Niedawno jej pragnienie spełniło się. Dziewczyna zdała prawo jazdy i kupiła czarną maszynę marki Yamaha. Pieszczotliwie nazywała ją „Księżniczką”. 19-latka mawiała, że nie ma dla niej większej miłości niż ta do motocykli. Teraz, kiedy skończył się rok szkolny, Joanna mogła do woli jeździć na swojej czarnej „Księżniczce”. - Asia bardzo dbała o motocykl, był zawsze lśniący – wspominają przyjaciele dziewczyny.

W piątek rano, 27 czerwca, Joanna K. wyjechała z domu w gminie Wiązowna. Założyła swój ulubiony, kolorowy kask i wsiadła na wymarzony motocykl marki Yamaha. Cieszyła się wakacjami i piękną pogodą. Nareszcie mogła poszaleć. W piątek około godz. 10 Joanna K. wyjechała na krótką przejażdżkę. Nigdy jednak z niej nie wróciła.

19-latka pędziła Yamahą w stronę Warszawy. Kilka kilometrów przed nią, również w stronę stolicy, jechał Nissan. Mężczyzna zatrzymał się w Majdanie, chcąc skręcić w lewo w kierunku miejscowości Zagórze. Gdy kierowca czekał, aż będzie mógł skręcić – w jego kierunku pędził motocykl. Joanna K. prawdopodobnie zbyt późno dostrzegła stojący samochód. Na drodze nie było nawet śladów hamowania. Yamaha z ogromną siłą wbiła się w tył Nissana. Maszyna razem z dziewczyną niemal wpadła do środka samochodu. 19-latka zginęła na miejscu.

Pasażerka z Nissana w wyniku szoku i silnego uderzenia straciła przytomność. - Kobieta podróżująca samochodem osobowym została przewieziona do szpitala – wyjaśnia podkomisarz Jarosław Sawicki z otwockiej komendy policji. Na miejsce wezwano prokuratora i policję, którzy wyjaśniają okoliczności zdarzenia. Trasa lubelska była zablokowana przez kilka godzin w obu kierunkach.   

W sobotę, 5 lipca, Joanna spoczęła na cmentarzu w Gliniance. W jej ostatniej drodze uczystniczyły setki motocyklistów, którzy jak nikt inny rozumieją tę piękną i niebezpieczną pasję.

Kalendarz imprez - najblizsze wydarzenia

poprzednim miesiącu lipiec 2014 następnym miesiącu
P W Ś C Pt S N
week 27 1 2 3 4 5 6
week 28 7 8 9 10 11 12 13
week 29 14 15 16 17 18 19 20
week 30 21 22 23 24 25 26 27
week 31 28 29 30 31

Najbliższe wydarzenia

Brak wydarzeń

Linia.tv - zobacz nasze relacje

Pogoda

Partly Cloudy

18°C

Otwock

Partly Cloudy

Humidity: 88%

Wind: 12.87 km/h

  • 25 Jul 2014

    Showers 26°C 18°C

  • 26 Jul 2014

    Partly Cloudy 30°C 19°C

Realizacja: blueform