Czy gaz popłynie?

Share

Trwają prace poszukiwawcze gazu łupkowego w gminie Wiązowna. Spółka Orlen Upstream na razie dowierciła się do głębokości 1300 metrów. – Gaz spodziewamy się znaleźć na głębokości ponad 3850 metrów – mówi Wiesław Prugar, prezes
Zarządu Orlen Upstream

gazO planach poszukiwawczych PKN Orlen na terenie powiatu otwockiego pisaliśmy na naszych łamach w czerwcu 2014 roku. Zapowiadaliśmy wtedy, że w gminach Wiązowna, Kołbiel, Celestynów i Otwock prowadzone będą badania geofizyczne, których wynik miał dać odpowiedź na pytanie, czy w powiecie otwockim mogą znajdować się złoża gazu ziemnego. Poszukiwania prowadziła wyspecjalizowana firma Grupa Sejsmiczna United Oilfield Services, działająca na zlecenie spółki Orlen Upstream. Do poszukiwania złóż gazu firma badawcza wykorzystywała specjalistyczny sprzęt samochodowy i pomiarowy.

Wyniki badań były na tyle obiecujące, że koncern naftowy postanowił wykonać na naszym terenie odwiert badawczy. Na podstawie wyników badań i ich interpretacji wyznaczono lokalizację pionowego otworu badawczego Pęclin-OU1, zlokalizowanego w miejscowości Kąck (gm. Wiązowna). Z końcem roku rozpoczęto wiercenia. O tym, jak one przebiegają mogliśmy przekonać się podczas zwiedzania wiertni, do którego władze spółki Orlen Upstream zaprosiły nie tylko lokalne media, ale również przedstawicieli władz samorządowych, m.in. starostę otwockiego Mirosława Pszonkę, wójta gminy Wiązowna Janusza Budnego i przewodniczącą Rady Gminy Wiązowna, Renatę Falińską oraz mieszkańców Kącka.

Odwiert prawdę powie?
Uruchomiony w Kącku odwiert jest pierwszym odwiertem zlokalizowanym na terenie koncesji „Wołomin”, a drugim, jaki Orlen wykonuje na Mazowszu. Pierwszy zrobiono już we wsi Goździk (gm. Górzno, pow. Garwoliński, koncesja „Garwolin”). W sumie jest to już 12 otwór Orlenu w poszukiwaniu gazu łupkowego.

Planowana głębokość otworu wykonywanego w Kącku to 3850 m. Jego celem jest pobranie próbek rdzenia skalnego do badań laboratoryjnych, zmierzających do uszczegółowienia budowy geologicznej tego regionu, a także oceny potencjału węglowodorowego. Obecnie prace prowadzone są na głębokości 1300 metrów.

Samo wiercenie w sumie potrwa około dwóch miesięcy. – Planujemy, że wszelkie prace będą prowadzone do marca. Po wykonaniu otworu zostanie pobranych ok. 300 metrów próbek skał do kolejnych badań laboratoryjnych. Na określenie przyszłości dalszych prac poszukiwawczych potrzebować będziemy około ośmiu miesięcy. Jeśli badania wypadną pozytywnie, wrócimy do Kącka wykonać tzw. szczelinowanie, które przybliży nas do uzyskania odpowiedzi, czy znajdujące się pod nami złoże będzie mogło być wykorzystane do celów komercyjnych – mówi Wiesław Prugar, prezes Zarządu Orlen Upstream. Przy odwiercie zatrudnionych jest ok. 60 osób, które 24 godziny na dobę pracują nad stworzeniem otworu.

Najważniejsze: bezpieczeństwo
Jak podkreślają władze spółki, proces poszukiwań i wydobycia gazu z łupków, podobnie jak inne rodzaje działalności przemysłowej, jest bezpieczny dla środowiska pod warunkiem przestrzegania ustalonych norm, zasad i standardów realizacji prac ze szczególnym uwzględnieniem bezpieczeństwa. – Stosujemy najnowocześniejsze i najbezpieczniejsze techniki poszukiwań i wydobycia. Rygorystycznie przestrzegamy zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. Dodatkowo nad prawidłowym przebiegiem procesu czuwa szereg instytucji, między innymi Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska, Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska i Okręgowe Urzędy Górnicze. Nie ma żadnych argumentów popierających tezę o negatywnym wpływie na środowisko procesu wydobycia gazu łupkowego – przekonuje prezes Orlen Upstream.

Uciążliwe sąsiedztwo
Środowe spotkanie nie było pierwszym, podczas którego władze spółki próbowały rozwijać niepokoje mieszkańców. W ubiegłym roku do takich spotkań doszło w Urzędzie Gminy Wiązowna oraz świetlicy wiejskiej w Kącku. Okazją do dyskusji była także konferencja, która odbyła się w listopadzie 2014 roku w siedzibie Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie, poświęcona poszukiwaniom gazu z formacji łupkowych, zorganizowana przez instytut dla pracowników urzędu gminy Wiązowna oraz radnych, sołtysów i mieszkańców tej gminy. Impulsem do zorganizowania spotkania były pojawiające się wśród społeczności lokalnej pytania i wątpliwości związane z rozpoczęciem prac poszukiwawczych prowadzonych przez koncern Orlen Upstream w miejscowości Kąck.

Jednak, jak można było się przekonać podczas środowego spotkania, mieszkańcy nadal z niepokojem przyglądają się pracom wiertniczym prowadzonym w sąsiedztwie ich domów. – Jak długo te prace będą jeszcze prowadzone? Co robicie z urobkiem pozyskanym z odwiertu? Czy płuczka, jaką wykorzystujecie do odwiertu, nie skazi wód powierzchniowych – pytali zaproszeni na spotkanie mieszkańcy. – Dla nas bezpieczeństwo i ochrona środowiska są bardzo ważne. My też jesteśmy przyrodnikami. Stale prowadzimy monitoring środowiska. To już nasz 12 odwiert. Za każdym razem badania prowadzone przed pracami wiertniczymi i po ich zakończeniu nie wykazywały żadnych odstępstw od prawem określonych norm – uspokajała mieszkańców Magdalena Piątkowska, dyrektor biura operacji Orlen Upstream.

– Wydobywany materiał skalny, jako odpad, jest wywożony na składowiska w województwach świętokrzyskim i wielkopolskim. Co do płuczki – ze względu na jej wysoką cenę jest ona wykorzystywana kilkakrotnie, a następnie utylizowana. Ze względu na stosowane zabezpieczenia oraz głębokość odwiertu nie ma możliwości, aby doszło do skażenia wód – podkreślała dyr. Piątkowska.

Mieszkańcy skarżyli się również na hałas towarzyszący pracom. – Wiercicie przez całą dobę, co dla nas, ze względu na hałas, jest nie do zniesienia. Musiałam się przenieść do innego pokoju, ale i tak narażona jestem na hałas. O otwarciu okna już nawet nie ma mowy – mówiła wyraźnie rozżalona mieszkanka Kącka. – Największy hałas powstaje przy samym procesie wiercenia. Jak wynika z naszych pomiarów, poziom hałasu nie przekracza 55 decybeli, czyli mieści się w normach dopuszczanych prawem. Możemy zapewnić, że ewentualne niedogodności dla mieszkańców Kącka będą krótkotrwałe – mówiła Magdalena Piątkowska. – Dyskutując o zagrożeniu dla środowiska, porównajmy skutki wydobycia węgla metodą odkrywkową, z jaką mamy do czynienia w Bełchatowie. Proszę się tam przejechać i na własne oczy przekonać, jak może wyglądać dewastacja przyrody w porównaniu do naszego odwiertu o średnicy 12,5 cm – przekonywał prezes Wiesław Prugar.

Korzyści dla gminy
Nie ma wątpliwości, że na komercyjnym wydobyciu gazu łupkowego, skorzystać może również gmina. Jedną z korzyści będą wpływy uzyskane z opłaty eksploatacyjnej, naliczanej od ilości wydobytego gazu. Jej stawka jest ustalana co roku przez Ministra Środowiska. W 2014 r. wynosiła ona 5.89 zł za wydobycie 1 000 m3 gazu. Do gmin trafia 60 proc. wartości opłaty eksploatacyjnej pobranej na ich terenie. Według wyliczeń udostępnionych przez Forsal (Gazetę Dziennik Prawny) z końca 2012 r. do gmin, powiatów i województw z tytułu eksploatacji gazu łupkowego może wpływać nawet 86 mln zł rocznie. Dodatkowe wpływy do gminnego budżetu to pieniądze, jakie samorząd może wydać na gminne inwestycje, m.in. na oświatę czy infrastrukturę drogową.

Niektóre gminy już na etapie prowadzenia prac poszukiwawczych potrafiły skorzystać z obecności na ich terenie koncernów. Przykładem może być gmina Cyców (woj. lubelskie), gdzie władze wskazały dwie drogi wymagające naprawy. Spółka Orlen Upstream zakupiła masę asfaltową potrzebną do wyremontowania drogi przez Cyców oraz wykonała na swój koszt kilometr nawierzchni na drodze powiatowej w kierunku swojego odwiertu. Z kolei firma Marathon Oil położyła cztery kilometry nawierzchni na trasie prowadzącej do miejsca odwiertu. Obydwie firmy wykonały również z tłucznia kamiennego odcinki gminnych dróg prowadzących do swoich wiertni. Dodatkowo Orlen, w porozumieniu z władzami gminy oraz placówkami dydaktyczno-wychowawczymi, zrealizował program działań edukacyjnych oraz z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu.

- Spośród zrealizowanych projektów wyliczyć można między innymi interaktywne lekcje chemii i geologii, a także akcje charytatywne takie jak „Zaczarowany Tornister” czy też pomoc dla znajdujących się na terenie powiatu łęczyńskiego instytucji, tj. Domu Dziecka w Kijanach czy też Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Łęcznej – wylicza Dominika Mackiewicz z biura prasowego PKN Orlen.

 

Jak wygląda wiercenie?

  • Do wiercenia służy urządzenie wiertnicze, czyli dźwig z napędem do obracania przewodu wiertniczego (wiertła), na końcu którego zamontowany jest świder (ostrze wiertła na zdjęciu), który obracając się, zwierca skały napotkane po drodze. W miarę zagłębiania się świdra w skorupę ziemską do odwiertu pompowana jest mieszanina wody i substancji dodatkowych, zwana płuczką wiertniczą. Płuczka chłodzi wiertło i wypłukuje pozostałości po wierceniu na powierzchnię, a także pokrywa ściany odwiertu, zabezpieczając go przed uszkodzeniami, gwarantując stabilizację otworu (m.in. aby się nie zamknął). W chwili, w której świder sięga tuż pod poziom wody gruntowej, z odwiertu wyjmowany jest przewód wiertniczy. W jego miejsce wprowadzane są stalowe rury osłonowe, tzw. rury okładzinowe w celu odizolowania otworu i zabezpieczenia szczelności i stabilności ścian.
  • Przestrzeń pomiędzy rurami stalowymi a ścianami pierwotnie wywierconego otworu wypełnia się cementem, który jeszcze dodatkowo zapewnia szczelność i izolację. Po zabezpieczeniu wykonanego odcinka otworu wprowadza się ponownie przewód wiertniczy i świder, aby kontynuować wiercenie kolejnej sekcji. Operacja wprowadzania do otworu rur okładzinowych powtarzana jest kilkakrotnie wraz z postępem głębokości – wyjaśnia Magdalena Piątkowska, dyrektor biura operacji Orlen Upstream. Ważnym elementem wierceń badawczych (poszukiwawczych) jest tzw. rdzeniowanie, czyli wyjmowanie z otworu w momencie wiercenia cylindrycznych odcinków skał, które następnie poddawane są analizie laboratoryjnej. Dzięki tej metodzie możliwe jest poznanie własności skał, ich składu mineralnego, zawartości substancji organicznej oraz mechaniki.
  • Obszar placu wiertniczego zmienia się w czasie. W okresie wiercenia wynosi on zwykle około ok. 1 ha, następnie ulega powiększeniu w okresie prac szczelinowania do 2 ha, by na koniec, podczas wieloletniej eksploatacji, zajmować powierzchnię kilkudziesięciu metrów kwadratowych. W przypadku, w którym występowanie przemysłowych ilości surowca nie zostanie potwierdzone, cały plac poddawany jest rekultywacji i przywracany do stanu sprzed prac terenowych.

Odnaleziono zaginioną nastolatkę

Share

Szczęśliwy finał policyjnych poszukiwań! 17-letnia Natalia ostatni raz była widziana na początku października w podwarszawskiej gminie Wiązowna. Szukała jej rodzina, opiekunowie i funkcjonariusze. Dziewczyna została odnaleziona kilka dni temu w Warszawie

nataNatalia mieszka na stałe w Starachowicach, ale od niedawna przebywała pod opieką opiekunów na terenie gminy Wiązowna. W sobotę, 4 października spakowała swoje rzeczy, ubrała się w czarną kurtkę skóropodobną, jeansy, buty typu wojskowego i wyszła, nikomu nic nie mówiąc. Niedługo potem jej nieobecność i brak rzeczy osobistych w szafie zauważyli jej opiekunowie. Powiadomili rodzinę, ale okazało się, że dziewczyna nie kontaktowała się z nimi ani nie dotarła do rodzinnego domu. Wszyscy jej szukali na własną rękę, ale bezskutecznie. Dziewczyna przepadła jak kamień w wodę. Zaniepokojeni opiekunowie i rodzice poinformowali policję o zaginięciu nastolatki. O sprawie pisaliśmy 20 października.

- 17-letnia Natalia była poszukiwana przez najbliższych i funkcjonariuszy ponad trzy tygodnie – mówi komisarz Jarosław Sawicki z otwockiej komendy policji. Dziewczyna nie kontaktowała się z rodziną ani opiekunami z Wiązowny. Stróże prawa poszukiwali nastolatki na terenie całego kraju. Trop doprowadził ich do Krakowa, ale tam też jej nie było, bo 17-latka często zmieniała miejsce pobytu. W poniedziałek, 27 października Natalia została odnaleziona w Warszawie. Cała i zdrowa wróciła do domu.

Omal nie zabiła córki

Share

Weekendowy wypad za miasto zmienił się w dramat. Matka wioząca swoim peugeotem nastoletnią córkę straciła panowanie nad samochodem i uderzyła w drzewo. Auto dachowało, omal nie zabijając 14-latki. Kierująca nim Małgorzata G. wypadła z drogi przez nieuwagę, bo prawdopodobnie pochłonęła ją… rozmowa z dzieckiem. Ciężko ranną nastolatkę zabrał do szpitala śmigłowiec.

fot strazacy - TO 1W niedzielę, 14 września matka z córką wracały do domu z udanej weekendowej wycieczki. Jechały w kierunku Warszawy. Około godz. 16 na trasie krajowej nr 17 na wysokości miejscowości Majdan doszło do wypadku. Prawdopodobnie matka zagadała się z córką. Małgorzata G. straciła panowanie nad samochodem. Auto zjechało na pobocze. Peugeot z dużą siłą uderzył w drzewo, po czym odbił się od pnia i dachował. Po poboczu rozsypały się rzeczy osobiste. Ze zmiażdżonego auta wypadł silnik, dookoła leżały połamane elementy karoserii. Matka i jej córka miały niebywałe szczęście, że przeżyły.

Świadkowie zdarzenia, którzy przejeżdżali drogą, zatrzymali się, aby wezwać ratowników. Pomogli wyjść z samochodu matce nastolatki. Wtedy okazało się, że jej córka jest poważnie ranna. Na miejscu pojawiła się karetka pogotowia, policja i straż pożarna. - Ratownicy wydobyli dziewczynę
z wnętrza wraku – mówi st. asp. Maciej Łodygowski z otwockiej straży pożarnej. Okazało się, że gimnazjalistka odniosła wiele urazów. Do akcji wkroczył śmigłowiec medyczny. - 14-letnia pasażerka miała wielonarządowe obrażenia i została przetransportowana do szpitala w Warszawie. Jej stan jest ciężki – wyjaśnia Justyna Sochacka z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Warszawie. Natomiast jej matka Małgorzata G. również trafiła pod opiekę lekarzy.

Kierowcy jadący trasą lubelską przez kilka godzin musieli zmagać się z utrudnieniami. Policja zabezpieczyła miejsce zdarzenia. Nie wiadomo, co przyczyniło się do tego, że kobieta straciła panowanie nad samochodem. Na pewno była trzeźwa. - Wyjaśniamy okoliczności tego wypadku – mówi nadkomisarz Paweł Gniadek z otwockiej komendy policji.  

Bombowe grzybobranie

Share

Lasy kryją wiele pamiątek z przeszłości i nie zawsze należą one do bezpiecznych znalezisk! Przekonał się o tym jeden z grzybiarzy, który zamiast dorodnego podgrzybka odkrył kilka kilogramów amunicji, m.in. dwukilogramową bombę lotniczą i ponad 500 szt. amunicji

bmW niedzielę, 7 września jeden z mieszkańców miejscowości Duchnów w gminie Wiązowna wybrał się do pobliskich lasów na grzybobranie. Jego koszyk szybko wypełnił się podgrzybkami. W pewnym momencie grzybiarz zauważył między krzewami i mchem coś dziwnego wystającego ze ściółki leśnej. Gdy zaczął sprawdzać, co to jest, jego oczom ukazał się mały arsenał wypełniony amunicją z czasów II wojny światowej. Grzybiarz natychmiast powiadomił policję.

Niebawem w lesie zaroiło się od funkcjonariuszy i saperów. Okazało się, że w czasach II wojny światowej partyzant lub żołnierz ukrył w tym miejscu sporą ilość amunicji. Saperzy wykopali ponad 40 szt. granatów ręcznych, 500 szt. nabojów, dwukilogramową bombę lotniczą, kilka pocisków artyleryjskich. Na tym jednak nie koniec.

Głęboko w ziemi spoczywały dobrze zakonserwowane fragmenty bardzo groźnych pocisków używanych w czasie w II wojny światowej. - Saperzy zabezpieczyli kilka sztuk tzw. pięści pancernych wykorzystywanych do niszczenia czołgów – wyjaśnia nadkomisarz Paweł Gniadek z otwockiej komendy policji. - Część pocisków znajdowało się jeszcze w taśmach amunicyjnych – zdradza nadkomisarz. I dodaje, że okolica, gdzie odkryto znalezisko, została dokładnie sprawdzona przez saperów. Nadkomisarz apeluje o rozwagę w przypadku, kiedy znajdziemy w lesie czy innym miejscu niewybuchy. Nigdy nie wiadomo, czy nagle nie wypalą, dlatego w takiej sytuacji zawsze należy powiadomić policję.  

Makabryczne znalezisko w lesie

Share

Koniec lata to idealna pora na spacer po lesie i zbieranie grzybów. Niektórzy jednak zamiast cieszyć się przyrodą, odkrywają makabryczne znalezisko. Jeden z grzybiarzy znalazł w lesie ludzkie zwłoki.

lasW przedostatni sierpniowy weekend jeden z mieszkańców miejscowości Duchnów w gminie Wiązowna wybrał się do lasu na grzyby. Szukając prawdziwków, natknął się na coś strasznego. Ze ściółki wystawały białe kikuty, na których były resztki odzieży. Gdy podszedł bliżej, zbladł. Jego oczom ukazało się straszliwe znalezisko. Grzybiarz w leśnym mchu zauważył czaszkę, a po chwili zorientował się, że leżą tu zwłoki człowieka i to w znacznym stanie rozkładu. Przerażony grzybiarz uciekł i natychmiast powiadomił policję.

Sprawę koszmarnego znaleziska bada już Prokuratura Rejonowa w Otwocku. Szczątki znalezione w Duchnowie należą do mężczyzny. Zmarły był średniej budowy ciała, wzrost ok. 180 cm. Ubrany był w czarno-szare buty sportowe, ciemne spodnie dresowe, jasną koszulkę, bluzę szaro-granatową zapinaną na suwak.

Śledczym jednak nie udało się ustalić jego tożsamości ani czasu śmierci. - Nie wiadomo, jak długo zwłoki leżały w lesie. Prawdopodobnie kilka tygodni. Sekcja zwłok z pewnością wykaże, jaka była przyczyna zgonu – wyjaśnia Jacek Gałązka szef otwockiej prokuratury. - Zostaną także przeprowadzone badania genetyczne, aby ustalić, kim była nieżyjąca osoba. To pozwoli nam powiadomić jej bliskich – zapewnia prokurator.

Gdyby nie mieszkaniec Duchnowa, który natknął się na straszne znalezisko, być może szczątki mężczyzny nadal leżałyby w mchu i nikt nigdy nie dowiedziałby się, co stało się z mężczyzną.  

Kalendarz imprez - najblizsze wydarzenia

poprzednim miesiącu luty 2015 następnym miesiącu
P W Ś C Pt S N
week 5 1
week 6 2 3 4 5 6 7 8
week 7 9 10 11 12 13 14 15
week 8 16 17 18 19 20 21 22
week 9 23 24 25 26 27 28

Najbliższe wydarzenia

Brak wydarzeń

Linia.tv - zobacz nasze relacje

Pogoda

Mostly Cloudy

0°C

Otwock

Mostly Cloudy

Humidity: 87%

Wind: 14.48 km/h

  • 1 Feb 2015

    Partly Cloudy 2°C -2°C

  • 2 Feb 2015

    Mostly Cloudy 2°C -2°C

Realizacja: blueform