Makabryczne znalezisko w lesie

Share

Koniec lata to idealna pora na spacer po lesie i zbieranie grzybów. Niektórzy jednak zamiast cieszyć się przyrodą, odkrywają makabryczne znalezisko. Jeden z grzybiarzy znalazł w lesie ludzkie zwłoki.

lasW przedostatni sierpniowy weekend jeden z mieszkańców miejscowości Duchnów w gminie Wiązowna wybrał się do lasu na grzyby. Szukając prawdziwków, natknął się na coś strasznego. Ze ściółki wystawały białe kikuty, na których były resztki odzieży. Gdy podszedł bliżej, zbladł. Jego oczom ukazało się straszliwe znalezisko. Grzybiarz w leśnym mchu zauważył czaszkę, a po chwili zorientował się, że leżą tu zwłoki człowieka i to w znacznym stanie rozkładu. Przerażony grzybiarz uciekł i natychmiast powiadomił policję.

Sprawę koszmarnego znaleziska bada już Prokuratura Rejonowa w Otwocku. Szczątki znalezione w Duchnowie należą do mężczyzny. Zmarły był średniej budowy ciała, wzrost ok. 180 cm. Ubrany był w czarno-szare buty sportowe, ciemne spodnie dresowe, jasną koszulkę, bluzę szaro-granatową zapinaną na suwak.

Śledczym jednak nie udało się ustalić jego tożsamości ani czasu śmierci. - Nie wiadomo, jak długo zwłoki leżały w lesie. Prawdopodobnie kilka tygodni. Sekcja zwłok z pewnością wykaże, jaka była przyczyna zgonu – wyjaśnia Jacek Gałązka szef otwockiej prokuratury. - Zostaną także przeprowadzone badania genetyczne, aby ustalić, kim była nieżyjąca osoba. To pozwoli nam powiadomić jej bliskich – zapewnia prokurator.

Gdyby nie mieszkaniec Duchnowa, który natknął się na straszne znalezisko, być może szczątki mężczyzny nadal leżałyby w mchu i nikt nigdy nie dowiedziałby się, co stało się z mężczyzną.  

Paliwo w cenie

Share

Policja walczy z plagą kradzieży paliwa. W ręce funkcjonariuszy wpadło właśnie dwóch mężczyzn uwikłanych w ten proceder. Jeden z nich to dobrze znany śledczym złodziej benzyny. Wpadł, gdy prawdopodobnie jechał „na akcję”.

tablice z hondy28-letni mieszkaniec Ot-wocka nie lubił zmieniać swoich przestępczych przyzwyczajeń, a jego specjalnością była kradzież paliwa. Działał schematycznie: wykręcał z aut tablice rejestracyjne i montował je w swoim samochodzie. Potem jechał kraść paliwo, licząc, że zmienione numery auta wyprowadzą policję w pole. Wprawdzie wpadł już kiedyś na podobnym przestępstwie, ale postanowił nie zmieniać swojego „stylu”. I to go zgubiło.  

Kilka dni temu policjanci z posterunku w Wiązownie otrzymali zgłoszenie od jednego z mieszkańców. Właściciel audi poskarżył się, że z jego samochodu zaparkowanego na posesji zostały skradzione tablice rejestracyjne. Funkcjonariusze długo nie szukali sprawcy. Tablice znalazły się… tyle że na hondzie, która stała właśnie na jednej ze stacji benzynowych na trasie lubelskiej. - Kierujący nie posiadał żadnych dokumentów na prowadzony przez siebie pojazd – wyjaśnia komisarz Jarosław Sawicki z otwockiej komendy policji. 28-latek tłumaczył, że w pośpiechu zostawił je w domu.

Grał twardo i kłamał w żywe oczy. Nie zawahał się nawet w swoje brudne sprawy wciągnąć rodzonego brata, podając się za niego podczas kontroli. - Mężczyzna podał dane swojego brata, ale to nie zmyliło czujności funkcjonariuszy, którzy szybko ustalili, że zatrzymany kierowca to 28-letni otwocczanin – podkreśla komisarz Sawicki.

Policjanci w zatrzymanym samochodzie znaleźli coś, co rozwiało już wszystkie wątpliwości. – Podczas kontroli w bagażniku auta odkryto prawdziwe tablice rejestracyjne hondy. Mężczyzna w przeszłości już wielokrotnie wchodził w konflikt z prawem.

Z policyjnych ustaleń wynika, że zatrzymany 28-latek mógł brać udział w przestępstwie kradzieży paliwa, wykorzystując do tego zdejmowane z innych aut tablice rejestracyjne – zaznacza komisarz.

Okazało się, że honda należy do jego kolegi. Do tego auto nie miało aktualnych badań technicznych, przez co samochód w ogóle nie powinien jeździć po drogach. Na tym jednak nie koniec. To nie jedyne zatrzymanie w tej sprawie.

W środę, 30 lipca, policjanci z Wiązowny zatrzymali innego mężczyznę, 25-letniego mieszkańca Celestynowa, który prawdopodobnie też był uwikłany w proceder kradzieży paliwa i tablic rejestracyjnych. Funkcjonariusze nie wykluczają kolejnych zatrzymań.    

Nieprawdy i półprawdy pani wójt

Share

Wahałem się, czy prostować kolejne nieprawdy i półprawdy pani wójt Bętkowskiej zawarte w artykule „Kto naprawdę wybudował dom kultury?”. Mieszkańcy wsi i regionu od dawna proponują wygaszenie sporów, bo one nikomu nie służą. Niestety, pani wójt z dziwnym i nieuzasadnionym uporem chce zawłaszczyć wyłącznie dla siebie niewątpliwy sukces, jakim jest reanimacja budowy domu kultury w Woli Karczewskiej.

Na całą sprawę można by machnąć od biedy ręką, gdyby nie fakt, że ma ona duże znaczenie dla umacniania wiary w sens wspólnych działań „społeczeństwa obywatelskiego”. Dlatego kilka sprostowań bez ujmowania zasług samorządu gminnego  w pozytywnym załatwieniu formalności prawnych, dokumentacji, część nakładów inwestycyjnych, organizacji przetargów i nadzoru  inwestorskiego.
Mieszkańcy Woli Karczewskiej starali się o dokończenia budowy domu kultury od ponad osiem lat, napotykając ustawicznie na różnego typu trudności ze strony władz gminnych (próby sprzedaży domu i terenu osobom prywatnym wbrew podpisanym porozumieniom, blokada dostępu do informacji publicznej związanej z budową, wielokrotne zmiany programu budowy bez konsultacji z zainteresowanymi, zmniejszanie własnych nakładów inwestycyjnych w 2013 roku bez  konieczności wynikających z parytetu nakładów ministerstwa itp.).

Wieś w decydujący sposób przyczyniła się do załatwienia formalności z przejęciem nieodpłatnym przez gminę budynku i terenu, za co miała otrzymać na potrzeby Rady Sołeckiej dwa małe pomieszczenia na poddaszu. Gmina nie dotrzymała podpisanego porozumienia w tej sprawie. Nieprawdziwa jest sugestia pani wójt wyrażona w artykule, że gmina sama załatwiła dotacje ministerstwa kultury na budowę. Pierwsze wystąpienia gminy w tych sprawach były załatwiane przez ministerstwo odmownie i nie wynikało to z zawyżonych postulatów. O przyznaniu łącznie 700 tys. złotych w ciągu dwóch lat przesądziły interwencje osiem wsi w regionie wsparte prawie 700 podpisami i bogatą dokumentacją fotograficzną. Fragment jednego z  pism mieszkańców Woli Karczewskiej z 2011 roku do Ministra Kultury: „…Mieszkańcy Woli Karczewskiej oraz okolicznych wsi popierają wystąpienie władz Gminy Wiązowna do Ministerstwa Kultury o pomoc w dokończeniu tej ważnej placówki kulturalnej. Swoją pracą daliśmy przykład, że nie czekamy na gotowe, że sami czujemy głęboką potrzebę stworzenia warunków dla rozwoju i wypoczynku naszej młodzieży… Zdajemy sobie sprawę, że w konfrontacji z wnioskami wielkich, finansowanych przez państwo instytucji kulturalnych z bogatych miast, szanse na sukces oddolnej inicjatywy wiejskiej są niewielkie. Jednak za nami przemawiają większe niż gdziekolwiek potrzeby na tego typu placówkę kulturalną, siła naszych marzeń, wiara w ostateczny sukces oraz konkretna ciężka, osobista praca na rzecz tego dzieła….”. To obszerne i dobrze umotywowane poparcie z serwisem zdjęciowym spowodowało, po wcześniejszej odmowie, przyznanie 300 tys. zł na 2012 rok. Podobnie w 2013 roku wystąpienie mieszkańców regionu przesądziło o przyznaniu 400 tys. zł. Na skutek utrudniania dostępu do dokumentów w gminie, nie mogliśmy poprzeć wystąpienia gminy o środki finansowe na rok bieżący i okazało się, że ministerstwo załatwiło, niestety, odmownie wniosek gminy. Podobnych przykładów złej współpracy z gminą jest wiele, ale dzisiaj czas zapomnieć o tych sporach. Trzeba razem zrobić wszystko, co możliwe, żeby dom kultury nie był atutem władzy samorządowej w zbliżających się wyborach i okazją do przypinania orderów, a przeciwnie - żeby pilnie zaczął służyć mieszkańcom naszego pięknego regionu. Plotkom, że podjęto po cichu analizy prawne dotyczące możliwości „obejścia” porozumień z mieszkańcami wsi i sprzedaży  osobom prywatnym domu kultury, nie dajemy wiary, bo to się po prostu nie mieści w głowie.   

Roman Nowicki
Sołtys Honorowy Woli Karczewskiej

 

Co dalej z domem kultury w Woli Karczewskiej

Share

Spotkania z ciekawymi ludźmi, a może warsztaty malarskie lub pokazy filmów powinny znaleźć się w ofercie Wiejskiego Domu Kultury „Nad Świdrem” w Woli Karczewskiej? – na te i inne pytania miała odpowiedzieć ankieta, jaką gminni urzędnicy skierowali do mieszkańców. Problem w tym, że opinię, w tych konsultacjach wyraziło zaledwie... sześć osób!

ankietaW ostatnim numerze „Linii Otwockiej”, w artykule „Kto naprawdę wybudował dom kultury?” wspominaliśmy o ankiecie skierowanej do mieszkańców Gminy Wiązowna, której wyniki mogłyby pomóc urzędnikom zorganizować zajęcia odpowiadające oczekiwaniom potencjalnych uczestników. Mieszkańcy mogli na długiej liście wydarzeń, zaznaczać te, które, ich zdaniem, powinny się znaleźć w ofercie domu „Nad Świdrem”. W ubiegłym tygodniu na stronie Urzędu Gminy ukazały się jej wyniki. Jak się okazuje ankietę wypełniło zaledwie sześć osób. Co zaznaczyły? Dla przykładu: wydarzenie zatytułowane „zebrania z mieszkańcami” - poparły trzy osoby, „spotkania z ciekawymi ludźmi” – już tylko jedna osoba, która w uwagach zaznaczyła, że powinni to być aktorzy i ... weterani wojenni. Aż pięć osób poparło imprezy sportowe dla dzieci i młodzieży. Gmina w ankiecie zaproponowała jeszcze m.in. wystawy malarskie, dyskoteki, potańcówki dla dorosłych, konkursy i przeglądy artystyczne, jednodniowe szkolenia dla dorosłych, koncerty muzyczne, pokazy filmów.  

Od autora:

  • Interesujące, że ze względu na liczbę osób przeprowadzonego badania społecznego nie unieważniono. Co ciekawsze: urzędnicy postawili sobie za cel wyciągnięcie wniosków z tych sześciu ankiet, przeanalizowanie ich i sporządzenie obszernego raportu, pod którym podpis złożyła wójt gminy Wiązowna. Dodatkowo raport opatrzono obszernym tytułem, odzwierciedlającym coś wielkiego: Protokół z konsultacji społecznych, dotyczących opinii mieszkańców Gminy Wiązowna odnośnie potrzeb i oczekiwań dotyczących wydarzeń, które mają odbywać się w Domu Kultury nad Świdrem. Czy to nie przerost formy nad treścią? I w ogóle, o jakich konsultacjach społecznych jest mowa?  Pani wójt od początku znała potrzeby mieszkańców Woli Karczewskiej i, jak już wspomnieliśmy w artykule, konsultacje  powinny odbyć się zanim przystąpiono do odbudowy domu kultury.

Kto naprawdę wybudował dom kultury?

Share

Ponad 25 lat budowano Wiejski Dom Kultury „Nad Świdrem”, a kiedy powstał, sukcesem pochwaliła się władza. Czy słusznie? Gdyby nie społecznicy z Woli Karczewskiej, budynek nigdy by nie powstał, a gmina, jak dowodzą mieszkańcy, rzucała kłody pod nogi i wybudowała coś innego niż chciała tego społeczność

oko copyNie wywiązywali się z umów, nie potrafili zabiegać o środki finansowe, a to, co zbudowali, daleko odbiega od tego, czego spodziewali się mieszkańcy Woli Karczewskiej. Urzędnicy są dumni z zakończenia trwającej ponad ćwierć wieku inwestycji, ale ludzie, którzy naprawdę walczyli o ten budynek są rozgoryczeni – przyznają mieszkańcy wsi. Czy słusznie?

Wieś, która miała marzenia
Przeszło 25 lat temu w czynie społecznym mieszkańcy Woli Karczewskiej zbudowali dom kultury, który miał służyć integracji miejscowej społeczności. Ludzie marzyli, by stworzyć takie miejsce, w którym mogliby się spotykać, a ich dzieci mogłyby się bawić i rozwijać. Niestety, zabrakło pieniędzy i budowy nie udało się dokończyć. Budynek przez kilka- naście lat stał i niszczał.

Dopiero w 2005 roku, głównie z inicjatywy Romana Nowickiego, honorowego sołtysa Woli Karczewskiej, rozpoczęto starania o dokończenie budowy domu kultury. Po czterech latach wymiany korespondencji z Urzędem Gminy w Wiązownie udało się doprowadzić do podpisania porozumienia między mieszkańcami Woli a ów-czesnym wójtem Markiem Jędrzejczakiem. Na mocy porozumienia mieszkańcy nieodpłatnie przekazali gminie budynek wraz z terenem.

W zamian urzędnicy zobowiązali się nie sprzedawać nieruchomości, dokończyć budowę budynku i przeznaczyć go na działalność kultu- ralną. W dokumencie zdeklarowano również, że mieszkańcy otrzymają pomieszczenia na swoje potrzeby. I wtedy zaczęły się schody... Jak mówi sołtys Woli Karczewskiej Waldemar Rybka - bez determinacji mieszkańców Woli i okolicznych wsi oraz pomocy pana Romana inicjatywa społeczna zakończyłaby się zapewne tylko na podpisaniu porozumienia. Tymczasem nastała nowa władza i w 2011 r. podpisano kolejne porozumienie, które potwierdzało w całości treść poprzedniego. - Niestety, gmina od początku nie chciała wywiązać się ze swoich obietnic - mówi sołtys Rybka. - Kilkakrotnie przysyłano do nas osoby fizyczne chcące kupić nieruchomość. Dopiero ostry sprzeciw mieszkańców wyrażony na piśmie zakończył sprawę - dodaje.

Wywalczyli pieniądze od ministra
Gmina wystąpiła z wnioskiem do Ministra Kultury o dofinansowanie budowy domu kultury, ale z mizernym skutkiem. Wniosek został odrzucony. Mieszkańcy natychmiast odwołali się od decyzji. Rzetelnie i merytorycznie opisali swoje potrzeby, zebrali podpisy, załączyli dokumentację zdjęciową i odnieśli sukces! Minister przyznał 300 tys. zł. Rada Gminy dołożyła kolejne 300 tys. zł i budowa ruszyła. Niestety, zabrakło współpracy między gminą a mieszkańcami. Wielokrotnie wysyłane przez mieszkańców pisma w różnych sprawach pozostawały bez odpowiedzi. Wniosek gminy o pozyskanie środków na drugi etap budowy i tym razem został odrzucony. Mieszkańcy ponownie zaangażowali się w pomoc, co zostało nagrodzone przyznaniem kolejnych 400 tys. zł na kontynuację inwestycji. Wówczas znów zaczęły się trudności. Mieszkańcy nie mogli do- prosić się o harmonogram robót przewidzianych na 2013 rok.

W dziwnych okolicznościach, jak twierdzi Roman Nowicki, z harmonogramu prac zniknęło wykonanie poddasza, a tym samym nie została dotrzymana umowa z wsią, w której obiecano pomieszczenia dla mieszkańców. - Dodatkowo, w czasie składania wniosku o dotację gmina zadeklarowała kwotę ponad 300 tys. złotych. Jednak bez konsultacji z mieszkańcami pani wójt ograniczyła ją do 65 tys. złotych – słyszymy do Romana Nowickiego.

- Od  tak wielu lat walczyliśmy o swój dom kultury, przekazaliśmy bezpłatnie ziemię, dwu- krotnie przyczyniliśmy się do otrzymania dotacji na budowę z Ministerstwa Kultury, cały czas monitorowaliśmy prace związane z budową. Liczyliśmy na dom z prawdziwego zdarzenia. Otrzymaliśmy zaś niedokończony budynek, na który do tej pory zostało wydane ponad 1 mln zł. Są w nim tylko dwie sale o imponujących rozmiarach, a na podłodze gres – słyszymy od mieszkańców Woli Karczewskiej.

Zrobiliśmy tyle, na ile wystarczyło nam pieniędzy
Z krytycznymi opiniami mieszkańców nie zgadza się wójt Wiązowny Anna Bętkowska. Jej zdaniem gmina zrobiła wszystko, co było możliwe w ramach posiadanych w budżecie pieniędzy. – Nieprawdą jest, że ograniczaliśmy jakiekolwiek środki. Jeśli ktoś formułuje takie zarzuty to, albo nie zna całej historii pozyskiwania dotacji na tę inwestycję, albo ze złej woli nie chce o niej pamiętać – słyszymy od Anny Bętkowskiej. – W pierwszym składanym wniosku do Ministerstwa Kultury nasze potrzeby określiliśmy na poziomie 1,9 mln zł, z czego z naszego budżetu musielibyśmy wyłożyć połowę tej sumy. Wniosek jednak, ze względu na wielkość kwoty, nie został pozytywnie rozpatrzony. Doradzono nam wtedy, aby złożyć wniosek o mniejszą dotację na podobnych zasadach dofinansowania, czyli połowa z mini- sterstwa, połowa z gminnego budżetu. W 2012 roku wystąpiliśmy o 300 tys. zł, które otrzymaliśmy – wyjaśnia wójt gminy. – W 2013 roku złożyliśmy kolejny wniosek na II etap budowy w kwocie 400 tys. zł, ale już na innych, bardziej korzystnych dla gminy  warunkach finansowych. Ministerstwo po pozy- tywnym jego rozpatrzeniu przyznało nam dotację w wysokości 85 proc. wartości projektu. Stąd ta kwota 65 tys. zł z budżetu gminy, stanowiąca 15 proc. wkładu własnego – podkreśla Anna Bętkowska.

Wójt Wiązowny przypomina również, że gmina starała się o kolejne pieniądze zewnętrzne na pokrycie kosztów wyposażenia obiektu na kwotę blisko 1 mln zł. – Niestety nasz wniosek nie został pozytywnie rozpatrzony – przyznaje Anna Bętkowska. – Z zaoszczędzonych na inwestycji pieniędzy dodatkowo uporządkowaliśmy teren wokół budynku. Wydaliśmy na to ponad 19 tys. zł. Dodatkowe 70 tys. zł z gminnego budżetu poszło na remont dachu. Częściowo zakupione zostało także wyposażenie budynku w jego części socjalnej – wylicza wójt Wiązowny.

Czy nie za późno?    
Wśród mieszkańców coraz częściej słyszy się również pytanie o pomysły zagospodarowania budynku. W pierwszych dniach czerwca na stronach Urzędu Gminy pojawiła się prośba pani wójt o wypełnienie przez mieszkańców gminy ankiety, w której mieli odpowiedzieć na pytania w jakich wydarzeniach w „Domu nad Świdrem” chcieliby uczestniczyć. Ankietę należało wypełnić do końca czerwca. Czy jej wyniki pomogą władzom Wiązowny w przygotowaniu oferty dla mieszkańców? – jeszcze nie wiadomo. Niewątpliwie trzeba się zgodzić z mieszkańcami, że trafniej byłoby o tym pomyśleć, zanim zainwestowano tak wiele w obiekt.   

Kalendarz imprez - najblizsze wydarzenia

poprzednim miesiącu wrzesień 2014 następnym miesiącu
P W Ś C Pt S N
week 36 1 2 3 4 5 6 7
week 37 8 9 10 11 12 13 14
week 38 15 16 17 18 19 20 21
week 39 22 23 24 25 26 27 28
week 40 29 30

Najbliższe wydarzenia

Brak wydarzeń

Linia.tv - zobacz nasze relacje

Pogoda

Fair

20°C

Otwock

Fair

Humidity: 43%

Wind: 24.14 km/h

  • 17 Sep 2014

    Clear 20°C 9°C

  • 18 Sep 2014

    Sunny 23°C 11°C

Realizacja: blueform