Papierowa wojna

Share

W Zespole Szkolno-Gimnazjalnym w Wiązownie od kilku miesięcy trwa dziwna wojna. Rada rodziców wysyła do dyrektor szkoły pisma z żądaniami poprawienia warunków w placówce. Dyrektor odbiera to jako atak godzący w jej stanowisko. Kto ma rację? Zbada to gminna kontrola.

wiazZarzutów w postaci dyplomatycznie sformułowanych pism, jakie rada rodziców kieruje pod adresem dyrektor szkoły, jest kilka: fatalny stan łazienek, słaba oferta zajęć pozalekcyjnych, złe warunki na świetlicy, słodycze w sklepiku szkolnym i do obiadu - to tylko niektóre z nich. Dlaczego problemy te nie są rozwiązywane podczas zebrań rady rodziców z dyrekcją szkoły? Ostatnie takie spotkanie odbyło się 12 października 2014 r. Dyrektor Katarzyna Lacka przedstawiła wtedy plan pracy na nowy rok szkolny oraz założenia finansowe placówki. Potem bezpośredni kontakt się urwał. Od tamtego czasu obie strony kontaktują się ze sobą już tylko za pomocą pism, które zamieszczane są na stronie internetowej www.rodzicewiazowna.com.

Przewodnicząca Rady Rodziców, Magdalena Zadora, mówi, że strona internetowa została założona po to, aby to, o co proszą rodzice, było udokumentowane i jawne. I aby każdy mógł tam zajrzeć i dowiedzieć się, jak pracuje rada rodziców. - Korespondujemy z dyrektor, ponieważ taka forma wydaje nam się bardziej wiążąca. Spotkania nie odnoszą skutku. Pani dyrektor deklaruje chęć współpracy, ale niewiele z tego wynika. Dlatego zdecydowaliśmy się zadawać nasze pytania na piśmie. Nikogo nie atakujemy w tych pismach. Chcemy tylko wyjaśniać istniejące, naszym zdaniem, nieprawidłowości - twierdzi Magdalena Zadora. Dyrektor szkoły uważa, że taka forma „współpracy” nie sprawdza się i nie przynosi nic dobrego.

Bo za ciasno
Jednym z pierwszych zarzutów, z którymi musiała zmierzyć się Katarzyna Lacka, była zbyt ciasna szkoła. W placówce uczy się 700 uczniów i pracuje w niej 70 nauczycieli.

- Widzimy starania pani dyrektor w poszukiwaniu nowych przestrzeni. Przedstawiliśmy też propozycję pomocy w organizacji zajęć w świetlicy, m.in. utworzenie kilku pełnych  etatów, tak aby w świetlicy pracowały cały czas te same osoby, dedykowane tylko do zajęć świetlicowych i miały możliwość całkowitego zaangażowania się w pracę z dziećmi, a nie zmieniały się. Nasza propozycja niestety nie spotkała się z aprobatą ze strony dyrekcji. W tej chwili w świetlicy pracują nauczyciele różnych przedmiotów, po dwie-trzy godziny, którzy dopełniają tam swoje etaty - mówi Magdalena Zadora.

- Jest ciasno, ale staram się wygospodarować jak najwięcej miejsca - przyznaje dyrektor szkoły. W wakacje odbyła się reorganizacja pomieszczeń. Z trzech pokoi nauczycielskich powstał jeden, większy. Zostały też przeniesione w inne miejsce biblioteka i sekretariat. Zamontowano w korytarzu przeszklone drzwi, aby zwiększyć świetlicę. W planach jest wygłuszenie hali sportowej i połączenie dwóch skrzydeł szkoły, dzięki temu powstanie dodatkowa przestrzeń. - Rodzice to widzą, ale są tacy, którzy narzekają: że lekcje wf-u się nie odbywają (co jest nieprawdą), że sprzęt do siłowni został schowany, że zajęcia na świetlicy nieodpowiednie. Staramy się, ale nie jesteśmy w stanie wszystkim dogodzić – tłumaczy Katarzyna Lacka.

Bo brudne i stare łazienki
Na początku roku szkolnego rodzice domagali się remontu łazienek i przystosowania ich do po- trzeb uczniów niepełnosprawnych. W sprawie łazienek odbyło się zebranie, była też wymiana pism. Jak zapewnia dyrektor szkoły, łazienki zostały wyremontowane i oddane 29 grudnia 2014 r. Jednak 8 stycznia rodzice znów wystosowali pismo, z którego wynika, że… remontu nie było. Czytamy w nim m.in. „(...) Przypominamy, że podczas naszej wizyty, żadna z nas, trzech mam, nie zauważyła dokonanego remontu w postaci wymiany ścianek działo-wych między toaletami. Zauwa-żyłyśmy natomiast: pourywane spłuczki, zardzewiały kran (...).

W naszej opinii generalny remont (łazienek - przyp. red.) jest niezbędny i poprawi zarówno komfort korzystania z toalet, jak również utrzymanie w czystości tych pomieszczeń (...). Dlatego prosimy ponownie o wpisanie w plan finansowy generalnego remontu łazienek wraz z dosto- sowaniem jednej z nich do potrzeb uczniów niepełnosprawnych.”

Postanowiliśmy sami sprawdzić, jak wyglądają szkolne toalety. Podczas wizyty na początku marca dyrektor pokazała nam łazienki, ale nie wszystkie. W dwóch toaletach - dziewczęcej na piętrze i dla chłopców na parterze - rzeczywiście było czysto. Poza śladami całodziennego użytkowania nie zauważyliśmy tam pourywanych spłuczek, zardzewiałych kranów, braku ścianek dzia-łowych, brudnych fug itp.

Bo nie ma angielskiego
Rodzice żądają też od dyrekcji informacji, kiedy i w jakich salach odbywają się zajęcia dodatkowe. Proszą też o ich krótki opis. - Doba ma tylko 24 godziny. Mam mnóstwo zajęć związanych z funkcjonowaniem szkoły, a ta informacja jest dostępna np. w sekretariacie, można zadzwonić lub sprawdzić w internecie - tłumaczy dyrektor Lacka. Na organizację zajęć dodatkowych ma wpływ ograniczona liczba sal lekcyjnych oraz problem dowozu dzieci. Ostatni autobus odjeżdża o 15.40, więc zajęcia po tej godzinie trudno jest organizować. Z zajęć bezpłatnych szkoła oferuje m.in. koło teatralne, dziennikarskie, szachowe, chór, tenis stołowy. Działa drużyna harcerska i zuchy. Dzięki naciskom rodziców lada dzień ma ruszyć SKS, ale w soboty, bo w inne dni nie ma wolnej sali.

Część rodziców domaga się zajęć dodatkowych z języka angielskiego, których w szkole nie ma. Na początku roku w szkole odbywają się minitargi, podczas których firmy przedstawiają swoją ofertę płatnych zajęć. Jeśli jest zainteresowanie, kursy są uruchamiane. W tym roku odbywają się zajęcia z tańca, robotyki i aikido. Jak twierdzi dyrekcja, mimo że zawsze zgłasza się kilka firm chcących organizować zajęcia z angielskiego, brakuje odpowiedniej grupy chętnych uczniów.

Bo do obiadu były sezamki
Na pisemną prośbę rodziców ze sklepiku szkolnego usunięto niezdrowe słodycze. - Do obiadu też nie podajemy słodyczy, zrezygnowaliśmy nawet z czekoladowych mikołajów na święta. To rodzice napisali pismo, że pojawiły się sezamki do obiadu... - tłumaczy dyrektor.

Katarzyna Lacka jest przekonana, że pisma kierowane przez radę rodziców są formą ataku na jej stanowisko. - Uważam, że w mojej szkole jest wysokokwalifikowana kadra, ale niestety wśród tej kadry są koterie. Mam poczucie nagonki i negowania mojego postępowania dla zasady. Jestem nauczycielem z powołania, zapracowałam przez wiele lat na to, co mam, i nie pozwolę, żeby kilka osób z Rady Rodziców zniszczyło moje osiągnięcia – twierdzi.

Rutynowa kontrola?
Papierową wojną zajęła się gmina, która zleciła przeprowadzenie w szkole kontroli. Na razie przedstawiciele gminnej oświaty nie chcą się odnosić do zarzutów. - W tej szkole jest wiele rzeczy, które należałoby poprawić. Jest też sporo przykładów na to, że szkoła na tle innych gminnych szkół wypada wzorowo. Pani dyrektor nigdy nie odmawia współpracy - przyznaje kierownik  Oświaty Gminnej Maria Kanabus-Prokop. - Kontrole są przeprowadzane z różną częstotliwością we wszystkich szkołach. Sprawdzamy, jak szkoła funkcjonuje i jakie decyzje są podejmowane, żeby na pierwszym miejscu było zawsze dobro ucznia. Tę kontrolę też należy tak traktować – zapewnia.

Groził, że skręci synkowi kark

Share

Mały Kubuś bezradnie patrzył, jak jego rodzice się kłócą. Po chwili Andrzej S. z całych sił złapał synka, przycisnął do siebie i odgrażał się, że skręci mu kark. Prokurator nakazał mężczyźnie wyprowadzić się z domu, ale matka chłopczyka niespodziewanie zmieniła zdanie i poprosiła o umorzenie sprawy

chcialOd niedawna między mieszkającym w gminie Wią-zowna małżeństwem coraz częściej dochodziło do nieporozumień. Nieraz zdarzało się, że 40-letni Andrzej S. wracał do domu pod wpływem alkoholu. Podobnie było pod koniec stycznia. Mężczyzna wrócił kompletnie pijany i zaczął awanturować się z żoną. Na kłótnię bezradnie patrzył ich trzyletni synek. Nie rozumiał, dlaczego rodzice krzyczą na siebie. Po chwili pijany ojciec mocno złapał Kubusia i przycisnął do siebie tak, aby chłopczyk nie mógł się wyrwać. Kubuś płakał, był przerażony, gdy ojciec groził, że zaraz zrobi mu krzywdę. Mężczyzna złapał nawet synka za szyję i odgrażał się, że zaraz skręci mu kark. Przerażona matka próbowała wyrwać Kubusia z rąk pijanego męża, ale bezskutecznie. Powiadomiła policję. Dopiero to otrzeźwiło Andrzeja S.

Funkcjonariusze zatrzymali awanturnika i wsadzili do policyjnej celi. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Otwocku. - Mężczyzna groził, że skręci kark swojemu trzy- letniemu dziecku. Był agresywny wobec rodziny, istniało prawdopodobieństwo, że spełni swoje groźby, dlatego został zatrzymany – mówi prokurator rejonowy Jacek Gałązka. Kiedy Andrzej S. wytrzeźwiał, usłyszał zarzut znęcania się nad własnym dzieckiem, za co grozi mu kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Andrzej S. zapewniał prokuratora, że kocha synka, że nigdy by go naprawdę nie skrzywdził, ale podczas kłótni z żoną puściły mu nerwy. Błagał, aby nie odbierano mu praw rodzicielskich.

Na razie Andrzej S. został objęty policyjnym dozorem. Prokurator nakazał mu wyprowadzić się z mieszkania. - Mężczyzna otrzymał także zakaz zbliżania się do rodziny – mówi komisarz Jarosław Sawicki z otwockiej komendy policji.

Po dwóch dniach, kiedy Andrzej S. został zwolniony z policyjnej celi, pojechał prosto do domu i pogodził się z żoną. Kobieta niespodziewanie zmieniła zdanie i poprosiła o umorzenie sprawy. Stwierdziła, że wybaczyła mężowi, ale chce, aby wyprowadził się z domu. - Kobieta, podobnie jak ich najstarszy syn, skorzystała z prawa do odmowy składania zeznań, dlatego postępowanie prawdopodobnie zostanie umorzone – tłumaczy prokurator rejonowy. I zapewnia, że mężczyzna nie uniknie odpowiedzialności. Prokurator prawdopodobnie wystąpi do sądu z wnioskiem o ograniczenie ojcu Kubusia praw rodzicielskich.   

Jak dobrze być seniorem

Share

We wrześniu ubiegłego roku w Wiązownie powstała Rada Seniorów. Dzięki niej starsi mieszkańcy mogą doradzać urzędnikom i mieć realny wpływ na to, co dzieje się w gminie. Obecnie jest to jedyna tego typu rada w powiecie otwockim. Inicjatywę wspiera działające na rzecz osób starszych stowarzyszenie „Bądźmy razem”

DSC 1065Rada Seniorów składa się z 15 członków. Została powołana przez radę gminy pod koniec ubiegłej kadencji. Zasiadają w niej sołtysi z terenu gminy Wiązowna, pracownicy takich instytucji jak: Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, Gminny Ośrodek Kultury, Posterunek Policji czy Gminne Przedszkole w Zakręcie. I nie są to tylko osoby w wieku powyżej 60 lat, lecz również młodsze. Kadencja rady trwa cztery lata, a wszyscy radni pełnią swoje funkcje społecznie.

Rada ma integrować i wspierać osoby starsze. Pomaga w organizowaniu różnych form dzia- łalności edukacyjnej i kulturalnej dla tych osób. Seniorzy poprzez radę mogą zgłaszać swoje wnioski, opinie, propozycje dotyczące spraw istotnych dla mieszkańców gminy. Dzięki radzie osoby starsze mogą mieć wpływ na podejmowane przez lokalne władze decyzje i aktywnie uczestniczyć w życiu gminnej społeczności.

Pierwsze sukcesy
Rada Seniorów spotkała się już trzy razy  i już ma na swoim koncie sukcesy, którymi chwali się jej przewodniczący Waldemar Moniak. - Na nasz wniosek gmina zakupiła 200 kamizelek by zwięszyć bezpieczeństwo seniorów poruszających się po naszych niezbyt bezpiecznych drogach, i otrzymaliśmy od wójta pomoc finansową na zakup 200 kamizelek. Wystąpiliśmy z inicjatywą zakupu szczepionek przeciwko grypie i otrzymaliśmy deklarację, że za pieniądze z programów zdrowotnych uda się zakupić około 200 takich szczepionek. Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy i z radą gminy, i z wójtem.

Ze współpracy zadowoleni są nie tylko seniorzy. - Cieszymy się, że Rada Seniorów powstała i tak prężnie działa. Potrzeb i zadań jest wiele, ale najważniejsze są chęci, pomysły i energia, którymi seniorzy obdzielają otoczenie - mówi Anna Rosłaniec, sekretarz gminy. I deklaruje: - Samorząd gminny, w miarę możliwości, będzie radę wspomagał w jej dalszych działaniach.

Stowarzyszenie pęka w szwach
Powstanie rady seniorów zbiegło się w czasie z powstaniem stowarzyszenia „Bądźmy razem”. Obie instytucje mają ze sobą wiele wspólnego. Część osób zasiadających w radzie jest jednocześnie członkami stowarzyszenia. Obie instytucje działają na rzecz osób starszych. Statutowe cele stowarzyszenia „Bądźmy razem” to m.in. organizacja wydarzeń edukacyjnych, integrujących i aktywizujących osoby w wieku powyżej 60 lat.

- Powstanie stowarzyszenia jest odpowiedzią na potrzeby naszych seniorów. Oni chcą wyjść z domu, a my im to umożliwiamy. Nasza oferta cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Na początku działalności, a działamy od pięciu miesięcy, chętnych było 40 osób. W tej chwili stowarzyszenie zrzesza 105 osób i już wiem, że jeszcze 10 osób chce do nas dołączyć - mówi prezes „Bądźmy razem” Waldemar Moniak.

Integracja pełną parą
-  Otworzyłam się na świat. Biorę udział w prelekcjach psychologa czy prawnika. Chodzę na spotkania z dietetykiem i kosmetyczką. Wreszcie spotykam się z ludźmi - opowiada jedna z członkiń stowarzyszenia. Stowarzyszenie organizuje też wyjazdy do teatrów i muzeów. Uczestnicy przygotowują imprezy integracyjne, np. z okazji andrzejek czy karnawału. Ogromnym powodzeniem cieszą się wspólne wycieczki i wyjazdy.

Członkowie stowarzyszenia wpłacają składkę członkowską w wysokości 5 zł miesięcznie, co oczywiście nie wystarcza na pokrycie kosztów wymienionych imprez. Dlatego seniorzy do-płacają do nich z własnej kieszeni.  W miarę możliwości korzystają też ze środków gminnych. Aby pokryć chociaż część kosztów swojej działalności, stowarzyszenie ubiega się o dotacje i granty ze środków zewnętrznych.

Bądźmy razem!
Stowarzyszenie planuje kolejne wyjazdy aktywizująco-rekreacyjne, nowe cykle spotkań z lekarzami i prawnikami. Jego członkowie mają jeszcze wiele pomysłów do zrealizowania. A tymczasem zapraszają na spotkanie integracyjne mieszkańców gminy Wiązowna, które odbędzie się w restauracji Wiktoria 12 lutego o godz. 18.00, oraz na wycieczkę „szlakami polskości” do Wilna. Są jeszcze ostatnie wolne miejsca!  

NIK grzebał w śmieciach

Share

NIK przedstawił raport dotyczący stanu wdrażania systemu gospodarowania odpadami w gminie. Kontrolerzy pozytywnie ocenili działania gminy, ale mieli kilka zastrzeżeń dotyczących m.in. przetargów na odbiór śmieci i deklaracji ich wywozu. Kontrola obejmowała okres od 1 stycznia 2013 do 29 października 2014 roku, czyli czas, kiedy wójtem była Anna Bętkowska.

syfNowe władze gminy dostosowują nowy system odbioru śmieci do wytycznych NIK. Wprowadzają też ciekawe rozwiązania, które mają ułatwić mieszkańcom wypełnianie obowiązków wynika- jących z tzw. ustawy śmieciowej. Urzędnicy nowymi sposobami próbują również walczyć z bezmyślnymi śmieciarzami.

Śmieci „z górką”
Pracownicy NIK przeprowadzili analizę, z której wynika że w obydwu przetargach na odbiór śmieci w gminie znacznie przeszacowano ilość odpadów. W pierwszym przetargu w 2013 r. przyjęto, że gmina w ciągu roku wyprodukuje 5 tys. ton odpadów. Tymczasem w ciagu 10 miesięcy obowiązywania pierwszej umowy zwycięska w przetargu firma odebrała zaledwie 1 626 ton śmieci. Na potrzeby drugiego przetargu przyjęto ilość 4,5 tys. ton, a w ciągu pierwszych pięciu miesięcy obowiązywania umowy odebrano 549 ton, co pozwala domniemywać, że w ciągu 10 miesięcy śmieci do odbioru będzie ok. 1,1 tys. ton.

NIK wskazał również na rozbieżności w liczbie mieszkańców, jakie podano w specyfikacjach przetargowych. W pierwszym przetargu przyjęto liczbę mieszkańców 12 791 osób, a 10 miesięcy poźniej (drugi przetarg) liczba ta wyniosła 11 767. Według NIK przyjęcie powyższych danych miało wpływ na zwiększenie ceny przez oferentów na usługę odbioru i zagospodarowania odpadów, a tym samym na podwyższenie przez radę gminy stawek za wywóz śmieci. Innego zdania jest Iwona Marczyk, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska. - Na cenę przy realizacji usług tego typu mają wpływ przede wszystkim koszty wynagrodzenia pracowników i te związane z transportem, a nie ilość odpadów. Wyko- nawca, kalkulując cenę usługi, bierze pod uwagę liczbę mieszkańców i rozmieszczenie posesji, sprzed których zobowiązany będzie odebrać odpady. W gminie Wiązowna wykonawca ma obowiązek odebrać od mieszkańców każdą ilość odpadów komunalnych. Mając na uwadze, że wpłynęło 95 proc. deklaracji selektywnego gromadzenia odpadów, a ilość jest duża, wykonawca powinien zadeklarować właśnie niższą cenę usługi – wyjaśnia.

Gmina upomina się o deklaracje
Na liście uwag pokontrolnych NIK wymienia brak deklaracji na wywóz śmieci od wszystkich mieszkańców, co ma bezpośredni wpływ na zaniżanie dochodów z tytułu opłat i opóźnienia w zakończeniu wdrażania całego systemu. Jak się dowiedzieliśmy w urzędzie, prace nad poprawą systemu trwają. Niestety, w wyniku ogłoszenia drugiego przetargu mieszkańcy gminy Wiązowna jako jedyni w powiecie muszą złożyć swoje deklaracje po raz drugi. Nie pomagają wydłużone dyżury urzędników, ogłoszenia w mediach, na tablicach informacyjnych, na stronie urzędu czy sms-y. W połowie stycznia nowych deklaracji nie złożyło ponad 880 gospodarstw. Gmina może próbować wyegzekwować dokument, wysyłając do takiej osoby wezwanie. Jeśli i ono nie przyniesie skutku, pozostaje wszczęcie postępowania administracyjnego.

– Spora grupa osób, wśród tych, którzy nie złożyli deklaracji, wnosi regularnie opłaty w nowej wysokości i nie rozumie problemu braku złożenia nowej deklaracji. Niestety, przepisy w tej materii są nieubłagane i samo wnoszenie opłaty nie wystarcza. Będziemy regularnie przypominać o tym obowiązku. W konsekwencji dotrzemy do wszystkich mieszkańców - zapowiada Iwona Marczyk. Być może problemy gminy skończą się w momencie dostosowania się do kolejnej uwagi NIK: braku możliwości składania deklaracji drogą elektroniczną. Jak zapewniają urzędnicy, prace nad formularzem e-deklaracji trwają.

Ekologia „po nowemu"
W raporcie czytamy, że w gminie nie znajdują się dzikie wysypiska - stałe miejsca, w których ciągle są wysypywane odpady. Niestety jest nadal mnóstwo miejsc, w których ktoś „przypadkowo” wyrzuca śmieci lub wylewa nieczystości płynne. Pracownicy gminy starają się walczyć z taką bezmyślnością i wandalizmem. Uruchomili numer telefonu, pod którym można zgłosić lokalizację śmietniska: 22 789 01 20. Można też napisać maila: odpady@wiazowna.pl.

Władze gminy postanowiły też wyjść naprzeciw mieszkańcom, którzy złożyli deklarację i podali w niej numer telefonu komórkowego bądź adres e-mail. Teraz mogą otrzymywać bezpłatnie informację np. o tym, że spóźnili się z opłatą.

Gmina rozpoczęła również działania prewencyjnie poprzez edukację. W styczniu odbyły się zajęcia ekologiczne dla dzieci w Gminnym Ośrodku Kultury. Uruchomiono też specjalnie w tym celu stronę na Facebooku, gdzie zamieszczane są informacje, ciekawostki i wiadomości ekologiczne z terenu Wiązowny i nie tylko.

Zagazował ekspedientkę

Share

Zamaskowany przestępca w biały dzień wtargnął do sklepu spożywczego. Bez słowa wyjął gaz i prysnął nim w twarz ekspedientki. – Paliły mnie oczy i gardło, a po chwili przestałam widzieć. Bałam się, że bandyta mnie skrzywdzi – wspomina z trwogą pani Edyta. Bandzior zabrał kasę fiskalną z pieniędzmi i uciekł

gazSklep spożywczy przy ul. Kościelnej w Wiązownie został otwarty kilka tygodni temu, a już wpadł w oko złodziejowi. Młody mężczyzna obserwował punkt handlowy, na który napadł w poniedziałek, 26 stycznia około godz. 17. Poczekał, aż ze sklepu wyjdą klienci. Nasunął czapkę na czoło, zasłonił twarz bandamką i ruszył w kierunku drzwi.

Pani Edyta właśnie kończyła raport dla właścicielki, gdy wszedł młody, zamaskowany mężczyzna. - Wyglądał na nastolatka, który chciał zrobić jakiegoś psikusa. Dlatego nie wzbudzał podejrzeń – wspomina ekspedientka. Napastnik w milczeniu obserwował każdy ruch sprzedawczyni. Kiedy kobieta zbliżyła się do kasy, żeby zapytać, czy chce coś kupić, zamienił się w brutalnego bandytę. Wyjął z kieszeni miotacz z gazem pieprzowym i bez zastanowienia prysnął substancją w twarz pani Edyty. - Byłam w szoku, nie wiedziałam, co się dzieje. Ta ciecz paliła całą twarz i oczy. Bałam się, że to jest jakaś żrąca ciecz, bo po kilku sekundach przestałam widzieć – mówi ekspedientka. - Nie wiedziałam, co się dzieje, modliłam się, żeby tylko przetrwać to piekło – wspomina z trwogą kobieta.

Przestępca podbiegł do kasy fiskalnej, szarpał nią na lewo i pra-wo dotąd, aż wyrwał umocowania i kable. Kiedy uciekał w popłochu, kasa wypadła mu z rąk i wpadła pod szafę, więc zostawił ją i wybiegł ze sklepu z szufladą z pieniędzmi. Uciekł w kierunku cmentarza w Wiązownie.

Przerażona pani Edyta po omacku wyszła ze sklepu. Wzywała pomocy. Na ratunek przyszli jej okoliczni mieszkańcy, którzy zaopiekowali się nią i powiadomili służby ratownicze. Niebawem na miejscu pojawiły się policyjne radiowozy i karetka pogotowia. Gaz, którym bandyta spryskał twarz sprzedawczyni, wywołał trudności z oddychaniem, dezorientację i silną reakcję podobną do alergii: łzawienie, zaczerwienienie skóry, a także silne pieczenie oczu, gardła i nosa.

- Pani Edyta była bardzo spuchnięta – przyznaje pani Bogusława, właścicielka sklepu, która przyjechała na miejsce niedługo po napadzie. - Bardzo dziękuję szczególnie dwóm okolicznym mieszkańcom, którzy zatroszczyli się o moją ekspedientkę. Dzięki ich pomocy pani Edyta nie była sama i szybko trafiła pod opiekę medyczną – podkreśla właścicielka sklepu.

Sprawą zajęli się otwoccy kryminalni. – Sprawca tego napadu jest poszukiwany. Osoby mogące pomóc w ustaleniu szczegółów sprawy proszone są o kontakt z otwocką komendą – mówi komisarz Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku.

Ekspedientka do dzisiaj nie może otrząsnąć się z tego, co wydarzyło się w poniedziałek. - Pani Edyta od wielu lat pracuje w handlu i nigdy nie spotkało jej w pracy nic tak okropnego – tłumaczy właścicielka sklepu. - Ten sklep jest nowy. Nie zdążyłam jeszcze zamontować monitoringu, ale niedługo już będą kamery, tak jak w innych punktach handlowych, które prowadzę – zapewnia pani Bogusława.

Właścicielka sklepu i ekspedientka podejrzewają, że napadu mogła dokonać bardzo młoda osoba. - Napastnik był szczupłej budowy ciała, ubrany w dresy, wyglądał na 16-17 lat – opisuje pani Edyta. Właścicielka dodaje: - W ferie drobne kradzieże to prawdziwa plaga. Kilka dni temu w innym moim sklepie w centrum Otwocka dwóch pryszczatych nastolatków kręciło się po sklepie. Chcieli kupić słodycze, czipsy, wódkę i papierosy. Ekspedientka przeczuwała, że coś jest nie tak i zapakowała do reklamówki wyłącznie artykuły spożywcze. Udawała, że za chwilę zapakuje im alkohol, ale najpierw domagała się zapłaty za zakupy. Wtedy nastoletni rabusie złapali słodycze i wybiegli ze sklepu – mówi pani Bogusława.

Właścicielka podkreśla, że doświadczony sprzedawca najczęściej „wyczuje” złe zamiary „klienta”. Podpowiada także, jak rozpoznać taką osobę. - Jeśli ktoś wchodzi w kapturze, czapce, próbuje zasłaniać twarz, ma na sobie większą kurtkę ze ściągaczami w pasie i w rękawach, do tego kręci się bez celu między półkami lub jeśli dodatkowo jego kolega czy koleżanka stoi przy drzwiach i obserwuje otoczenie, to wtedy zawsze należy się  spodziewać kłopotów. W takich sytuacjach ekspedienci muszą być bardzo czujni i nie wahać się włączyć alarm, bo nigdy nie wiadomo, czy zwykły klient nie zamieni się w brutalnego bandytę – podkreśla pani Bogumiła.   

Kalendarz imprez - najblizsze wydarzenia

poprzednim miesiącu marzec 2015 następnym miesiącu
P W Ś C Pt S N
week 9 1
week 10 2 3 4 5 6 7 8
week 11 9 10 11 12 13 14 15
week 12 16 17 18 19 20 21 22
week 13 23 24 25 26 27 28 29
week 14 30 31

Najbliższe wydarzenia

Brak wydarzeń

Linia.tv - zobacz nasze relacje

Pogoda

Fair

13°C

Otwock

Fair

Humidity: 41%

Wind: 22.53 km/h

  • 29 Mar 2015

    Cloudy 12°C 8°C

  • 30 Mar 2015

    Showers/Wind 9°C 2°C

Realizacja: blueform