Nie jest łatwo

Share

Przy okazji pierwszej z tegorocznych „białych sobót”, organizowanych przez józefowską przychodnię, postanowiliśmy porozmawiać z Marią Kurcz, dyrektorką i pomysłodawczynią akcji

skurczJest Pani dyrektorem przychodni od ponad roku. Jak Pani ocenia ten czas?
– Pracuję od grudnia 2012 roku. To był czas mojej wytężonej pracy, było dużo zmian. Może nie są one tak widoczne od razu. Myślę, że te, które wprowadziłam, okażą się korzystne dla pacjenta. Gdy tu przyszłam, były problemy z rejestracją pacjentów. Ludzie stali wcześnie rano w długich kolejkach. W tej chwili nie muszą tego robić. Mogą przyjść nawet o 10 i czasem są wolne numerki. Nie mówię, że codziennie – lekarzom też zdarzają się choroby czy urlopy. Można jednak przyjść i zarejestrować się. Mamy takie zasady, że cztery numerki można dostać przez telefon tego samego dnia, czasem więcej.

Dzisiaj (rozmowa przeprowadzona była 4 marca – przyp. red.) około godz. 11 były jeszcze miejsca do lekarzy. Mówię o lekarzach Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Na życzenie pacjenta można zapisać się do konkretnego lekarza z 3 - miesięcznym wyprzedzeniem. Mamy bieżące rejestrowanie, pacjenci mogą przyjść do lekarza w tym samym dniu. Jeżeli pacjent chce przyjść do lekarza w innym terminie, może się zapisać, jednak zachęcam do bieżącej rejestracji. Rozładowało mi to kolejki. Przedtem, codziennie każdy lekarz poświęcał kilka godzin na wizyty domowe. Teraz lekarze przyjmują 7h 35 minut - taki mają czas pracy, a jeden z nich, każdego dnia  inny, wyjeżdża na wizyty domowe.
Mamy zapewnioną opiekę internisty od 8 do 18, tak jak wymaga tego NFZ. Mamy dość dużo internistów. Inaczej jest z przyjęciem do specjalisty. To zależy od tego, ile punktów da nam NFZ na konkretną poradnię specjalistyczną. Jeżeli lekarz wykorzysta wszystkie, to nie może przyjąć więcej pacjentów, choćby mógł. Lekarz, przyjmując pacjenta, przypisuje mu pewną ilość punktów. Jeśli punkty przydzielone miesięcznie wykorzysta, to już więcej pacjentów nie może przyjąć, bo NFZ lekarzowi za nadwykonania nie zapłaci. Jest to problem ogólnopolski i przy tym systemie punktowym nic nie możemy zrobić.

Jak Pani oceni kontrakt z NFZ na specjalistów? Jest wystarczający?
– Niestety, nie jest wystarczający. W grudniu byłam na negocjacjach. Polegają one na tym, że mogę przesunąć punkty między jedną poradnią a drugą. Nie mogę tego zrobić. Każda poradnia ma za mało punktów. Jest zainteresowanie każdą poradnią i nie mam serca, by jednej odebrać punkty i przesunąć do drugiej.

Chyba w przychodni jest duża rotacja lekarzy? Widziałem, że w zeszłym roku przyjęto 10, więc pewnie podobna liczba zrezygnowała z pracy?
– Nie mogę powiedzieć, że zrezygnowała. Tak naprawdę ja nie zwolniłam żadnego lekarza. Dwóch lekarzy dostało lepsze oferty pracy i z nich skorzystało. Natomiast zatrudniłam dodatkowo do POZ trzy lekarki, by było więcej lekarzy pierwszego kontaktu. Jedna lekarka jest teraz na urlopie macierzyńskim, wróci w kwietniu lub maju. Natomiast, jeśli chodzi o specjalistów – są nowi. Na specjalistów są ogłaszane konkursy i nie mam wpływu na to, kto złoży dokumenty i wygra. To skutkuje wymianą lekarzy. Jeżeli zgłosił się ktoś nowy i dał lepszą ofertę cenową, to wygrywa.

Decyduje tylko cena?
– Decyduje cena wyrażona wartością punktową. Jeżeli dana porada ma wartość punktową 9 zł, to lekarz albo zaproponuje z tego dla siebie 50% albo mniej. Jeżeli poradnia jest popularna i jest wielu lekarzy, to obniżają cenę. Zdarza się, że jest kilku chętnych do pracy w poradni i wtedy ten, kto da niższą cenę (procent), zostanie zatrudniony. W poradni ginekologicznej mamy dużo punktów, w tamtym roku pracowało w niej trzech lekarzy. W niektórych poradniach specjalistycznych ilość punktów jest za mała, by zatrudnić więcej lekarzy. U nas większość poradni jest obstawiona przez dwóch lekarzy, tylko w dwóch jest po jednym. Lekarze dzielą się punktami, które dostajemy z NFZ. W tym roku zostały wydzielone punkty zabiegowe, które trzeba oddzielnie rozliczać. Nie przybyło nam punktów NFZ, ale z tych, które mieliśmy w zeszłym roku, odjęto zabiegowe. Muszę powiedzieć, że negocjacje z NFZ są żadne. Oni wyznaczają punkty z przelicznika i więcej nie mogę dostać. To, jakie to „negocjacje”? Fikcja!

O tym,  jaki lekarz przyjdzie do pracy w przychodni, nie decyduje jakość usług czy wiedza...
– No niestety, przykro mi to powiedzieć, ale...

To jest zwykły przetarg.
– Dokładnie. Nie mam wpływu na to, jakiego lekarza zatrudnię. Oczywiście, są wymagania, jakie musi spełnić, by wziąć udział w konkursie. Fakt jest taki, że brakuje specjalistów. W zeszłym roku jedna z lekarek zachorowała i musiałam momentalnie znaleźć specjalistę, żeby utrzymać poradnię. Jeżeli mam przestój, to od razu NFZ zrywa ze mną umowę. Nie mogę sobie pozwolić na to, by stracić przychodnię, więc gdzie tylko mogę szukam lekarzy, by ich zatrudnić na wolne miejsce.

Wśród internistów można wybierać?
– Interniści są u nas zatrudnieni na etat lub na kontrakt. Przy zatrudnianiu internisty nie muszę ogłaszać konkursu, mogę rozmawiać z lekarzami. Decyduje kwota za godzinę – wynagrodzenie jest godzinowe. Nasz SPZOZ jest jednostką publiczną, bazujemy na NFZ. Mamy 8 złotych na pacjenta miesięcznie. Muszę wszystko zorganizować tak, by na wszystko wystarczyło. Najwięcej jest właśnie usług POZ – badania laboratoryjne, diagnostyczne, wizyty w terenie, to cały pakiet świadczeń, który jest bardzo kosztowny. Ciężko jest dzisiaj zarządzać jednostkami medycznymi, mając tak ograniczone środki finansowe.

Pacjenci pewnie narzekają na niektóre sprawy?
– Różnie bywa. Mogę powiedzieć, że w przychodni w Józefowie naprawdę bardzo dużo robimy, by pomóc pacjentom. To nie tylko moje starania, ale także wszystkich pracowników. W zeszłym roku robiliśmy dodatkowe badania, np. krwi, poziomu cukru, cholesterolu, które finansowała przychodnia. Współpracuję z firmami, które świadczą dodatkowe badania dla pacjentów. Ogłaszam to wcześniej w prasie lokalnej czy na naszej stronie. Niektóre badania są bezpłatne, inne płatne, ale nie są to duże kwoty. Chcę zachęcić pacjentów, by zdobyli także wiedzę w zakresie medycznym i swojego zdrowia. Profilaktyka medyczna jest bardzo ważna, a mówi się o niej niewiele, bo nie ma na to pieniędzy. Każdą „białą sobotę” chcę zrobić inną, by dostarczała wiedzy zdrowotnej w innym zakresie.

Jak często będą „białe soboty”?
– Raz na kwartał. Na razie musimy to zorganizować ze swoich środków. Firmy, z którymi współpracujemy, są jednak chętne do różnego rodzaju prezentacji, to kwestia zgrania terminów i ustalenia badań i tematów.

Ile osób na bieżąco korzysta z przychodni?
– Mamy ponad 15 tysięcy pacjentów. Muszę powiedzieć, że jak mam 6-7 internistów, jeden może przyjąć 30 osób, to możemy przyjąć dziennie ponad 180 osób (jeden wyjeżdża na wizyty domowe). Mówiłam o cyklu długofalowym. Na początku nie było tego widać, jednak teraz są miejsca wolne i zdarza się, że lekarz nie ma pacjenta. Nie ma kolejek.

Czyli można przyjść „z ulicy’ i być przyjętym?
– Tak, trzeba przyjść, wtedy każdy pacjent dostanie się do lekarza.

Słyszałem o problemie na sesji rady, że niedawno była Pani na zwolnieniu lekarskim, a nie ma Pani zastępcy.
– Byłam na rehabilitacji. Nie mam zastępcy, dyrektora ds. medycznych, jednak aktem notarialnym zostało wystawione pełnomocnictwo jednemu z lekarzy i zastępstwo było. Wszystkie sprawy były ze mną konsultowane.

Teraz będzie już formalny zastępca ds. medycznych?
– Był dwa razy ogłoszony konkurs, ale nikt nie złożył dokumentów. W tym tygodniu mam rozmowy z dwoma lekarzami, może uda się powołać któregoś z nich na to stanowisko. Oczywiście, wszystko rozstrzygnie komisja konkursowa w urzędzie miasta.

Jakie ma Pani plany rozwoju przychodni?
– Mamy dość dużo zadań. To trudne i kosztowne, jednak już w zeszłym roku podjęliśmy próbę robienia elektronicznej dokumentacji medycznej. U nas lekarze wypisują już elektronicznie recepty i zwolnienia. Co prawda, nie ma jeszcze systemu ogólnopolskiego, został odroczony do 2016. Będzie stopniowe wdrażanie, jest to dość kosztowne i musimy przeznaczyć pewną pulę pieniędzy na to, m.in. kupić nowy serwer. Jestem w trakcie zakupu kolejnego sprzętu komputerowego. Dalej będę współpracować z firmami medycznymi.

Chcę jak najwięcej badań zrobić dla pacjentów. W zeszłym roku skończyły się kontrakty z NFZ, na ten rok są aneksowane. NFZ ogłosi konkursy na specjalistykę. Nie wiem, jak będzie wyglądać dokładnie ustawa, ale chciałabym wystąpić o nowe poradnie. To zależy jednak od tego, czy dostanę lekarza-specjalistę. Bardzo chciałabym stworzyć poradnię geriatryczną, ale o geriatrę jest bardzo trudno, to raczej moje marzenia. Myślę też o poradni neurologicznej, może endokrynologicznej. Trudno mi powiedzieć, jakie NFZ będzie ogłaszał konkursy. Istniejące poradnie chcę doposażyć w sprzęt medyczny. Do poradni kardiologicznej dokupiłam holtery i echo serca, kupiłam też drobny sprzęt dermatologiczny. Chcę doposażyć inne poradnie, na ile pozwoli nam NFZ.   

Moje dzieci są głodne! Pomóżcie!

Share

Wstrząsająca historia pani Katarzyny z Józefowa! Kobieta straciła wszystko: 200-metrowy dom z ogrodem, samochody i firmę. Teraz ma ponad 1,5 mln długu. Mąż  zostawił ją wraz z dwójką dzieci na pastwę losu. Wszystko przez oszusta, który naciągnął ich firmę na trefną inwestycję. Teraz głodują.

kataJeszcze niedawno pani Katarzyna z rodziną żyła jak w bajce. Miała z mężem dobrze prosperującą firmę, duży dom z ogrodem, samochody, było ich stać na zagraniczne rodzinne wyjazdy. Wydawało się, że dobra passa będzie trwała wiecznie. Los jednak odmienił się 4 lata temu. Firma zbankrutowała, bo właściciele zostali oszukani na ponad 1,5 mln złotych (sprawę wyjaśnia otwocka prokuratura). Na ich konta bankowe wszedł komornik. - Straciłam wszystko. Dom, ziemię, samochody – wspomina z żalem pani Katarzyna. - Najgorsze jednak było to, że mąż nie wytrzymał presji i odszedł, zostawiając mnie i dzieci na pastwę losu. Załamałam się. Myślałam o najgorszym, ale dzieci przywróciły mi chęć walki. Nie jest to łatwe, bo od dawna nie mam co do garnka włożyć. Serce mi się kraje, bo moje dzieci są głodne. Dobrze, że chłopcy mają w szkole obiady. Nie pamiętam, kiedy ja jadłam ciepły posiłek – płacze 31-letnia kobieta, mama 5-letniego Patryka i 8-letniego Damiana. Panią Katarzynę stać jedynie na podstawowe produkty. - Mama robi nam kanapki z pasztecikiem z konserwy, naleśniki albo placki ziemniaczane. Chciałbym czasami zjeść coś innego, ale wiem, że mamusia nie ma pieniędzy – żali się cicho Patryk. - Musiałem zrezygnować z ukochanej piłki nożnej. Nie mamy 150 zł na zapłacenie za zajęcia w klubie sportowym – dodaje jego starszy brat, Damian. - Marzę o tym, by być piłkarzem i grać w Legii. Teraz to jest niemożliwe, bo nie mogę ćwiczyć bez trenera – mówi smutno 8-latek.

Na nic nie wystarcza
Pani Katarzyna nie może mieć własnego konta bankowego, bo od razu pojawia się komornik i wszystko zabiera. Dlatego kobieta pracuje dorywczo, na czarno. Otrzymuje pieniądze z funduszu alimentacyjnego, bo jej mąż nigdzie nie pracuje. - Na nic mi nie starcza. W jednym miejscu pożyczam, w drugim oddaję. Lawiruję jak tylko mogę, by jakoś przetrwać, by dzieci nie odczuły aż tak bardzo nędzy w jakiej żyjemy – rozpacza pani Katarzyna. - Trochę pomaga mi rodzina, ale to za mało, bo sami mają niewiele – dodaje.

Leki dla syna są za drogie
Mama chłopców oszczędza na wszystkim, szczególnie na rachunkach za wodę i prąd. - Myjemy się w misce. Za wodę płacę 40 zł miesięcznie – wylicza samotna matka. - W mieszkaniu jest chłodno, przez co dzieciaki często są przeziębione. Nie stać mnie na lekarstwa. Damian jest alergikiem i musi mieć codziennie inhalacje – tłumaczy ze łzami w oczach pani Katarzyna dodając, że leki Damiana kosztują prawie 300 zł miesięcznie. - Przedszkole Patryczka to wydatek 200 zł miesięcznie. Sprzedałam już wszystkie wartościowe rzeczy. Ciągle żebrzę o pieniądze, gdzie tylko mogę. Doraźną pomoc dostałam od księdza. Opieka społeczna też trochę dołożyła i mogłam uregulować część długu za czynsz za mieszkanie – mówi mama chłopców.

Wyrzucą nas pod most
W czystym i posprzątanym mieszkaniu brakuje wielu mebli. - Śpię na materacu na podłodze, a chłopcy mają stare, rozpadające się łóżka. Marzy im się łóżko piętrowe, ale jedzenie jest ważniejsze niż przyjemności – mówi kobieta. - Mam nadzieję, że uda mi się niedługo znaleźć dorywczą pracę, bo bez tego będzie jeszcze gorzej – rozpacza pani Katarzyna. Przed samotną matką wyrósł kolejny finansowy mur. - Jeśli nie spłacę zaległych 5 tysięcy złotych za czynsz, to wiosną wyrzucą nas na bruk. Gdzie ja pójdę z dziećmi? Pod most? Będę się tułać z nimi po ośrodkach? Nigdy, nigdy do tego nie dopuszczę – płacze pani Katarzyna. - Dlatego błagam wszystkich ludzi dobrej woli. Pomóżcie nam przetrwać to piekło. Proszę o pomoc! Bez niej stracimy  dach nad głową – apeluje zrozpaczona mama Patryka i Damiana.

Pomóż rodzinie
Osoby lub firmy chcące wesprzeć panią Katarzynę finansowo lub materialnie proszone są o kontakt z autorką tekstu pod nr tel. 784 490 002 - dary można dostarczać do redakcji
Co potrzeba:

  • nartykuły spożywcze,
  • nśrodki czystości,
  • nodzież rozm. 140 i 122,
  • nbuty rozm. 33/36 i 29/30,
  • nwyposażenie i artykuły szkolne, plecak
  • nłóżko piętrowe

Śmierć na torach

Share

Tragedia w Michalinie! Pociąg Szybkiej Kolei Miejskiej jadący z Pruszkowa do Otwocka najechał na 45-letnią kobietę. Zginęła na miejscu

Do śmiertelnego wypadku doszło kilkaset metrów przed stacją kolejową w Michalinie w poniedziałek, 10 lutego około godz. 21. Pociąg zbliżał się do stacji kolejowej w Michalinie, gdy maszynista zauważył na torach leżącą kobietę. Maszynista próbował hamować i ostrzec leżącą osobę, ale kobieta nie reagowała. Zginęła na miejscu.

Ruch pociągów został wstrzymany. Pracownicy pociągu powiadomili policję o tragicznym zdarzeniu. Na miejscu pojawił się prokurator i ratownicy. - Ustalamy przyczyny tego zdarzenia – wyjaśnia starszy sierżant Karolina Pardej z otwockiej komendy policji. Śledczy wyjaśnią, czy było to samobójstwo, czy doszło do nieszczęśliwego wypadku. Niewykluczone, że 45-letnia kobieta, przechodząc przez tory w niedozwolonym miejscu, zasłabła.

Nauka drogą życia

Share

Słowami „niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” rozpoczęła się V Konferencja Edukacji Klasycznej i Katolickiej, której gospodarzami było Gimnazjum i Liceum im. św. Tomasza z Akwinu w Józefowie.

jasełkaDoświadczeniami w katolickiej edukacji podzielili się siostra Michaela Metz z Niemiec – dyrektor szkoły żeńskiej  oraz  ks. Patrick Summmers z Wielkiej Brytanii, dyrektor szkoły dla chłopców. Podział edukacji na szkoły męskie i żeńskie pochodzi z encykliki papieża Piusa XI, która zalecała, by chłopcy i dziewczęta byli nauczani osobno.  

Główne założenia jezuickiej szkoły katolickiej przedstawił  ks. John Jenkins, przeor i przedstawiciel rady fundacji Sancti Josephi. W swoim wykładzie przedstawił rolę Ratio Studiorum. To dawne kryterium ustalania proporcji wiedzy, jaką człowiek powinien posiadać, by mógł we właściwy sposób być przygotowany do życia w otaczającym go świecie. Jest to narzędzie do kształtowania świadomości człowieka i celu jego drogi. Pochodzi z dokumentu z 1599 roku, który narzucał wszystkim jezuickim szkołom jeden program nauczania. Dziś, jak przekonują tradycyjni katolicy, w czasach zamętu ważne jest, by powrócić do tych metod, bo niezależnie od miejsca i czasu wiedza ta, jako kanon wiedzy klasycznej i katolickiej, powinna być fundamentem wiedzy o świecie.

Królowa nauk
W oficjalnej, państwowej edukacji, wciąż zmienianej wraz z nowymi rządami, nie tylko brakuje stałego programu nauczania, ale także proporcje przekazywanej wiedzy nie są doskonałe. Nawet zakładając dobrą wolę rządzących, każda reforma edukacji to nie tylko dezinformacja, ale także mnóstwo pieniędzy i energii nauczycieli i urzędników – przekonywał ks. John Jenkins.  Dodając jak ważne jest, by powrócić do klasycznych wartości edukacji i wykorzystać mądrość jej pierwotnych autorów. Edukacja nie  jest doktryną, ale sztuką – zapewniał – dlatego dążymy do stabilnego programu nauczania, niezależnego od aktualnych wymagań państwa.  Jak przekonywał przeor, młodzi ludzie pozbawieni odpowiedniej edukacji wychodzą ze szkół z dyplomem, ale bez odpowiedniego przygotowania do krytycznego myślenia i życia we współczesnym świecie. Są w istocie „użytecznymi idiotami” – ostro krytykował ksiądz Jenkins. Zatem edukacja klasyczna i katolicka to wyprowadzanie duszy ze stanu ignorancji a narzędziem do tego jest posiadanie właściwej wiedzy i umiejętności.

Ks. Jenkins przestrzegał także, że publiczna edukacja koncentruje się tylko na tym co widzialne. Natomiast  ta klasyczna i katolicka nie omija wiedzy abstrakcyjnej i zasad funkcjonowania intelektu człowieka – człowieka, który kształtuje rzeczywistość. Podkreślał, że nauki są ze sobą ściśle powiązane, a ich prawa i reguły wzajemnie się uzupełniają i tłumaczą funkcjonowanie w świecie, są to: fizyka, biologia, chemia czy matematyka. Jezuici krytykują powszechne tendencje do pomniejszania wartości matematyki, nauki, która rządzi całym światem, a także logiki, która jest jądrem wszystkiego. Ks. Jenkins wyjaśniał, że lekceważenie logiki to lekceważenie intelektu, a matematyka jest kluczem do rozumienia działania świata. Za prosty przykład matematyczny podał wszelkie urządzenia elektryczne obecne w naszych domach. Zaniedbanie matematyki uznał za ignorancję wobec największych praw rzeczywistości. Przekonywał także, że wszelka wiedza staje się bezwartościowa bez Boga.

Wiedza o Bogu – tłumaczył – należy do wiedzy abstrakcyjnej, ale człowiek musi pamiętać, że Bóg jest przyczyną wszystkich rzeczy, a to, co zechciał nam objawić, jest absolutne i pewne. Cytując słowa dominikanina św. Tomasza z Akwinu, patrona szkoły w Józefowie, powiedział: „Każdy z nas jest artystą i tworzy swoje przeznaczenie”.  Dodał, że każdy może kształtować swoją duszę tylko dzięki wiedzy o świecie. Dlatego tak ważne jest, by poprzez edukację kształtować umiejętność rozumowania i oddzielania prawdy od kłamstwa.

Szkoła przetrwania
W Wielkiej Brytanii, na 8 hektarach zielonej posiadłości znajduje się szkoła jezuitów z ogrodami warzywnymi, budynkami, hodowlą zwierząt, basenem i internatem. Od 8 lat prowadzi ją ks. Patrick Summers, dyrektor szkoły w Newburry. Ma za sobą także 12 lat pracy edukacyjnej na 3 kontynentach. Tłumaczy, że w jego szkole istnieje edukacja koedukacyjna dla dzieci w wieku od 4 do  11 lat. Potem przez kolejne 7 lat, do 18. roku życia, jest przewidziana tylko dla chłopców. Ale trwają prace nad powołaniem szkoły dla dziewcząt. Wyjaśnił, że uczniowie uczą się hodowli zwierząt i roślin, otrzymując samodzielnie ekologiczne produkty, bo w Wielkiej Brytanii jedzenie jest drogie i bardzo niezdrowe.

Tu każdy dzień ma swój cel, a tym celem jest Bóg – zapewniał dyrektor szkoły. Zgodnie z dawną liturgią uczniowie proszą Boga o dobre plony. Uprawiają m.in. ziemniaki i kapustę. Ważne, by przebywali na świeżym powietrzu i zaznaczył, że dzisiejsza edukacja przewiduje na powietrzu zaledwie jedną godzinę, kiedy wcześniejsze pokolenia miały ich aż 8!  Stwierdzono naukowo, że brak przebywania na powietrzu prowadzi do chorób neurologicznych.

W szkole męskiej uczy się 40 chłopców. Rodzice uczniów podpisują zgodę na pewien rodzaj praktyk, np. zakaz oglądania telewizji. Chodzi o zachowanie jedności wychowania w szkole i w domu – przekonuje dyrektor szkoły. Dla chłopców wdrażany jest program Ministerstwa Obrony Narodowej prowadzony przez wojskowych. Starsi chłopcy są poważaną jednostką wojskową wyszkoloną na poziomie armii. To tzw. kadeci, którzy mają do wykonania dwudniowe, samodzielne misje przetrwania. Są zrzucani w nieznane i muszą sobie radzić.  

Dzień chłopcy zaczynają od mszy świętej, także między lekcjami jest czas na modlitwę, ponadto opiekują się kurami, krowami i świniami,  dbają o ogród i porządek. Dzieci i młodzież muszą być emocjonalnie i fizycznie zajęte. Płyną z tego same korzyści – przekonuje dyrektor szkoły – jeszcze 7 lat temu mieliśmy problem z dyscypliną. Roczny przydział zadań sprawił, że problem zniknął.

Jest to szkoła krańcowo inna niż szkoły w Anglii – mówił ks. Summers. Twierdził też, że 5-6 pokoleń Anglików, Walijczyków i Szkotów czeka aż rząd rozwiąże ich problemy. Kiedy sprowadził do szkoły farmę kurczaków, okoliczni mieszkańcy pytali, co to za program rządowy? Potem pytali, czy ma od rządu pozwolenie? Doszło do momentu, że własna inicjatywa nie mieści się nikomu w głowie – wyjaśniał duchowny. To, co różni jezuicką szkołę brytyjską od innych szkół w Anglii, to formowanie woli i poglądów, a nie nacisk na wiedzę, która zwyczajnie wymyka się pamięci. Chodzi tu o formację całej osoby a nie tylko mózgu. Wśród największych problemów wymienił zewnętrzne egzaminy państwowe. To zmusza nas do prowadzenia podwójnej edukacji. Prowadzimy równoległe nauczanie. Przedmioty obarczone największą ilością błędów i niewłaściwego rozumienia rzeczy to historia, literatura i biologia – zapewniał dyrektor szkoły w Nuwbarry.  

Wtajemniczone
W szkole siostry Michaeli Metz niedaleko Bonn, powołanej w 1991 roku, uczy się dziś 120 dziewcząt z różnych warstw społecznych. W przepięknej, zielonej dolinie siostra realizuje edukację dziewcząt w oparciu o klasyczną edukację jezuitów i techniki ochrony przed złem. Podczas konferencji siostra przedstawiła program przetrwania i wychowania młodzieży w liberalnym świecie oddalonym od Boga. Za zniszczenie tradycyjnego obrazu świata i dzisiejszy sposób myślenia odpowiedzialna jest rewolucja kulturalno - moralna z 1968 roku – przekonywała dyrektor szkoły dla dziewcząt w Niemczech. Piękno jest szkalowane, prawda i dobro ośmieszane na całym świecie. Hołduje się temu co podłe, perwersyjne i wynaturzone – ostrzegała siostra, podając przykłady; telewizję, media, sztukę współczesną przepełnione seksem, złem i przemocą a także seksualizację wszystkich obszarów życia. Siostra wspominała, że kiedy studiowała w 68 roku, jej katoliccy wykładowcy mówili wtedy, że po zlikwidowaniu Boga będziemy musieli zastanowić się, jak żyć w sposób ateistyczny i chociaż sprawa Jezusa trwać będzie nadal, ma on pozostać tylko jako buntownik społeczny. Wtedy wiara w sercach ludzi została zrujnowana. Siostra pamięta jak w Niemczech rozwieszano wszędzie plakaty o treści „2000 lat fałszywej wiary”.

Może dlatego tak ważne jest dziś dla siostry edukowanie młodych dziewcząt i ocalenie ich młodych umysłów przed światem zewnętrznym? Uczennice mają odpowiednio skromne stroje, słuchają tylko muzyki klasycznej i sakralnej, nie oglądają telewizji i chociaż potrafią obsługiwać Internet, nie mogą z niego korzystać w dowolny sposób. Jak przekonywała dyrektor szkoły, sztuka ma zbyt duży wpływ na nastrój, życie i emocje człowieka. I tak muzyka może wznieść, ale także deprymować duszę. Już Arystoteles pisał, że „muzyka posiada umiejętność dawania duszy różnych stanów”. Dlatego muzyka rockowa jest zabroniona. Dziewczęta mają swoją orkiestrę, która daje regularne koncerty muzyki szlachetnej. Wychowujemy godne szacunku młode damy – zapewniała siostra dyrektor.

Ochrona przed złem dotyczy każdej dziedziny życia. Dużo uwagi poświęca się nauce doboru przedmiotów codziennego użytku, z uwagi na ich przydatność, formę i kolory. Dziewczęta otaczać  mają się rzeczami użytecznymi i pięknymi w formie, w łagodnych kolorach. Kolory jaskrawe i  czarny są zabronione. Absolwentką szkół zaleca się zakładanie rodzin w sąsiedztwie, tak by tworzyły większe społeczności. Część z dziewcząt otrzymuje powołanie i wybiera drogę zakonną, są także bardzo nieliczne przypadki odejścia od wiary. Młodzież powinna być zawsze zajęta – przekonywała siostra dyrektor. Dziewczęta hodują kozy, koty i króliki, mają dużo kontaktu z naturą. Jak przekonywała siostra Michaela, kwestia cielesna nie jest w szkole tabu. Są to osobiste rozmowy w niewielkim gronie albo indywidualne wyrażające zachwyt nad wspaniałością człowieka.       

400 lat później
Jezuici od wieków przypisywali bardzo dużą rolę grze aktorskiej. W procesie edukacji miało to nauczać przemówień publicznych i swobodnego przekazywania własnych poglądów. Korzystając z tych pradawnych wzorów, na zakończenie gospodarze konferencji - w ramach uczniowskiego teatru „Yorick” - zaprezentowali jezuickie jasełka kaliskie z XVI wieku. 400 lat temu gimnazjaliści z jezuickiej szkoły napisali i wystawili te jasełka w Kaliszu. Cztery wieki później w języku staropolskim uczniowie szkoły w Józefowie dokonali niezwykłego, artystycznego powrotu do tradycji klasycznej i katolickiej edukacji.   

Z kolędą i nadzieją

Share

Noworoczne koncerty stały się w Józefowie już tradycją. Nie dziwi więc, że w niedzielę, 5 stycznia, mieszkańcy tłumnie przybyli do kościoła  pw. Matki Bożej Częstochowskiej  na koncert „Z kolędą i nadzieją w Nowy Rok" , który odbył się po wieczornej mszy świętej.

Panorama 2Wśród licznie przybyłych mieszkańców i gości z ca-łego regionu nie zabrakło przedstawicieli władz lokalnych: burmistrza Józefowa Stanisława Kruszewskiego, przewodniczącej rady miasta Marianny Jakubowskiej, starosty otwockiego Bogumiły Więckowskiej, radnych, pracowników miasta oraz proboszcza ks. prał. Kazimierza Gniedziejki, któremu prowadzący i pomysłodawca koncertu, Ryszard Nowaczewski dziękował za „szeroko otwarte drzwi kościoła”.

W czasie tego niezwykłego koncertu w wyjątkowym świątecznym klimacie, mieszkańcy mieli okazję wysłuchać nie tylko dobrze im znanych kolęd i pastorałek, ale i utworów z repertuaru klasycznego. Przybyli gorąco oklaskiwali solistów: Bogumiłę Dziel-Wawrowską (sopran) i Filipa Szczepańskiego (baryton), którym akompaniowali wspaniali muzycy: Małgorzata Piszek (piano), Krzysztof Szczotka (instrumenty perkusyjne), Katarzyna Kłos, uczennica Gimnazjum w Warce (klarnet) oraz skrzypek Tadeusz Melon, który zaprezentował swój kunszt także w czasie występu solowego.

Serca publiczności podbiły także najmłodsze gwiazdki, uczennice szkół józefowskich: Malwina i Pola Skorek oraz Marcelina Dębecka. W koncercie wzięli udział również: dyrygent Chóru przy Parafii MB Częstochowskiej w Józefowie, Maciej Tarnowski (klarnet) oraz „Varsovia Brass Quintet" w składzie: Damian Marat (trąbka piccolo), Marcin Pasek (trąbka fliegelhorn), szef zespołu Jacek Juszczak (waltornia), Jakub Mastalerz (puzon), Mariusz Błaszczyk (tuba).

Cechą wyróżniającą koncerty organizowane przez Ryszarda Nowaczewskiego jest umiejętność połączenia w spójną całość występów artystów zawodowych z młodymi adeptami tej sztuki. Reakcja przybyłych na koncert, którzy włączali się do wspólnego śpiewania – niech będzie zachętą do organizowania częściej tak wspaniałych wydarzeń artystycznych.  

Kalendarz imprez - najblizsze wydarzenia

poprzednim miesiącu styczeń 2015 następnym miesiącu
P W Ś C Pt S N
week 1 1 2 3 4
week 2 5 6 7 8 9 10 11
week 3 12 13 14 15 16 17 18
week 4 19 20 21 22 23 24 25
week 5 26 27 28 29 30 31

Najbliższe wydarzenia

Brak wydarzeń

Linia.tv - zobacz nasze relacje

Pogoda

Partly Cloudy

1°C

Otwock

Partly Cloudy

Humidity: 87%

Wind: 12.87 km/h

  • 29 Jan 2015

    Partly Cloudy 2°C -2°C

  • 30 Jan 2015

    Rain/Snow Showers 4°C 2°C

Realizacja: blueform